logo
uskRcGmNIQrMw3xnuObqeeDOxsh-683x1024

Double Feature Grindhouse vol.II

„CUT AND RUN” a.k.a. „INFERNO IN DIRETTA” reż. Ruggero Deodato, 1985

 

cut-and-run-(1985)-large-picture

 

Dziennikarka Fran i kamerzysta Mark wyruszają wgłąb amazońskiej dżungli z misją odnalezienia zaginionego bez wieści syna ich redakcyjnego szefa. Mają także nadzieję przeprowadzić wywiad z tajemniczym pułkownikiem Horne’em, który rzekomo zginął podczas masakry w Jonestown w Gujanie, lecz według zdobytych informacji żyje i ma się dobrze jako jedna ze stron bezwzględnej wojny narkotykowej, która toczy się w dzikich ostępach. Co więcej, pewne tropy łączą jego osobę z zaginionym chłopakiem.

Film na podstawie niezrealizowanego scenariusza Wesa Cravena (po gruntownej przeróbce Dardano Sacchettiego) określany jest jako ostatni segment kanibalistycznej trylogii Deodato – po „The Last Cannibal World” z 1977 i „Cannibal Holocaust” z 1980 roku. Jest to o tyle błędne, że tym razem pośród dobrze znanej scenerii i mimo hordy wściekłych tubylców, aktów kanibalizmu nie uświadczymy. I choć „Cut and Run” z intensywnością makabry pozostaje daleko w tyle za „Cannibal Holocaust”, miłośnicy egzotycznych akcyjniaków z odpowiednią ilością gore nie mają wielu powodów do narzekania. Akcja może momentami odrobinę traci tempo, ale nie na tyle, by robić z tego poważny zarzut.

Rzezi i sleazu mamy tu całkiem sporo: już na wejściu filmidło raczy nas sceną rajdu na jedną z kokainowych sortowni, umieszczoną w szałasie na palach u brzegu potężnej rzeki, której brudne po powodziach wody nabierają w słońcu barwy zaschniętej krwi. I gdy z tych (od)mętów nagle wyłoni się jajowata, łysa niewymiarówka Michaela Berrymana będzie to sygnał, że nie ma, kurwa, miodu. Z gołą klatą i maczetą w łapsku, na czele bandy uzbrojonych w dmuchawki Indian, ole’ good Pluto kosi równo wszystkich przeciwników, a ich panny zanim zostaną zbiorowo zgwałcone, przybija się tu szpikulcami do desek, przez nadgarstki i kolana, brrr…

 

COSDS-Cut-and-Run00011

 

Póżniej zaliczymy kilka malowniczych dekapitacji, jeszcze więcej szpikulców przeszywających szyje ofiar, jeszcze jeden gwałt, a właściwie nierząd pod przymusem, wywartym przez ultra-kozackiego hultaja, w którego wciela się wielce przeze mnie ceniony John Steiner („Shock”, „Mannaja”). A jako że w tym obleśnym filmie zło się jednak karze, będzie mu pisana wyjątkowo bolesna i paskudna śmierć (…i pierwsze skrzypce w najokrutniejszej scenie, której nie zdradzę). Całe szczęście, że tym razem Deodato powściągnął swoje sadystyczne zapędy względem egzotycznej fauny: jedyne akty przemocy wobec zwierząt to bieganie bez sensu z trzymanymi za kark jaszczurkami i cios pagajem w paszczę aligatora (niezbyt mocny). Mamy też – już nie niepokojone – piękne anakondy i przez parę sekund płynącego rzeką tapira. 

 

11644563_ori

 

W finale, gdy bohaterowie docierają do siedliska Horne’a, ożywa duch „Czasu Apokalipsy”. Horne w otoczeniu podległych mu tubylców wygłasza nawiedzone dementi niczym Kurtz i żąda dla siebie rytualnej śmierci, a helikoptery też wkrótce nadlatują. W tej roli kolejny kultowy wiracha, Richard Lynch („God Told Me To”, „Invasion U.S.A.”), który wygląda tu prawie jak Genesis P. Orridge i niestety, podobnie jak Berrymana, jest go stanowczo za mało. Głównej parze swych wdzięcznych aparycji, tudzież umiarkowanych talentów użyczyli: zgrabna i ponętna Lisa Blount („Prince of Darkness”, „Dead and Buried”) i „Jerzy Zelnik włoskiej eksploatacji” – Leonard Mann („Forgotten Pistolero”, „Napoli Spara”).

Całości dopełnia barwny soundtrack Claudio Simonettiego, który rezygnuje tu całkowicie z progrockowej estetyki  na rzecz brzmienia syntetycznych lat 80-tych. Mrożącym krew w żyłach awanturom akompaniuje melodyjne electro z miarowym bitem typu tutss tutss, dopełniane przez syntezatorowe „skradanie się” w momentach rosnącego napięcia, donośne quasi-symfoniczne klawiszowe klastery, dźwiękową schizę a la wejście truposzczaka w scenie podwodnej z „Inferno” Argenta (to motyw Berrymana i czynów jego) a nawet i proste dicho.

Słuszny i soczysty kawal Kina Nowej Italo-Przygody, w sam raz dla wrażliwego konesera.

Simply

 

 

„CANNIBAL APOCALYPSE” a.k.a. „INVASION OF THE FLESH HUNTERS” a.k.a. „APOCALYPSE DOMANI” reż. Antonio Margheriti , 1980

 

cannibal_apocalypse_poster_01

 

Antonio Margheriti to kolejny z wielu włoskich twórców tworzących kino gatunkowe na wielu polach (najczęściej pod pseudonimem Anthony M.Dawson): stworzył obrazy science fiction (m.in. pierwszy włoski obraz w tym gatunku „Assingment Outer Space”), horrory gotyckie („Castle of Horror”, „The Virgin of Nuremberg” czy „The Long Hair of Death”), giallo („Seven Deaths In Cat’s Eye”), westerny („And God Said to Cain”), kino przygodowe („The Last Hunter”, „Hunters of Golden Cobra”), fantasy („The World of Yor) i w końcu pełnokrwisty horror “Cannibal Apocalypse”, który choć tytułem nawiązuje do dzieła F.F.Coppoli, to ukazana w nim wojna wietnamska jest tylko pretekstem do wrzucenia krwawych scen w prologu. Kanibalizm jest w tym obrazie rozszerzającą się pośród żołnierzy walczących w Wietnamie epidemią. Można go odczytać jako metaforę szaleństwa i przemocy wojennej, która opanowuje ciało i umysł żołnierzy, głęboko zmieniając ich życie.

Zacznijmy od zarysowania fabuły: w prologu obserwujemy dwóch amerykańskich żołnierzy, Charlesa Bukowskiego (Giovanni Lombardo Radice) i Tommy’ego Thompsona (Tony King), którzy będąc w niewoli decydują się zjeść Wietnamkę, aby nie umrzeć z głodu. Z tarapatów ratuje ich kapitan Norman Hopper (John Saxon), którego z kolei napada i gryzie Thompson. Po powrocie do kraju Hopper śni koszmary związane z tamtymi wydarzeniami, zaś koledzy z pola walki trafiają do szpitala psychiatrycznego. Gdy Bukowski zostanie wypuszczony na wolność, pierwszą osobą do której skieruje swe kroki będzie stary kumpel z wojska. Nim jednak do tego spotkania dojdzie, Charlie wybierze się na seans do pobliskiego kina; traf chce, że grają właśnie wojenny produkcyjniak Lenziego „From Hell to Victory”. Gdy na oczach weterana wojny siedząca przed nim para zaczyna się migdalić, w byłym żołnierzu odżywa głód krwi; Bukowski atakuje młodą kobietę, gryząc ją w szyję. Podczas ucieczki, ścigany przez grupę motocyklistów, barykaduje się w zamkniętym centrum handlowym, zdobywa broń i zaszywa się w sklepie. Na miejsce przyjeżdża policja, wraz z zaalarmowanym Hopperem, który bierze sprawy w swoje ręce i niczym wytrawny negocjator pomaga w obezwładnieniu kolegi. Ten trafia na powrót do szpitala, zaś w całym mieście trwa już rozszerzająca się epidemia kanibalizmu…

 

cannibal_apocalypse3

 

Włosko – hiszpańska produkcja „Cannibal Apocalypse” zrealizowana przez 50-letniego Margheritiego jest przepełniona akcją, nie dając właściwie ani chwili na oddech; oprócz scen strzelanin przeplatanych kolejnymi atakami spragnionych mięsa kanibali mamy też miejsce na wątek romansowy (młoda sąsiadka próbuje uwieść przystojnego Hoppera), jak i próbę rozliczenia wojennej przeszłości bohaterów (na szczęście tylko zarysowaną). „Cannibal Apocalypse” to bękarci syn włoskich flicków o kanibalizmie, filmu wojennego i akcyjniaka. I choć nie ma co do tego złudzeń, że Margheriti traktował ten projekt jako kolejne źródło zarobku, obraz jest zaskakująco udany. Mimo upchania w półtoragodzinnej eksploatacji całej masy wątków nie nudzi, co jest zasługą dobrej reżyserii Margheritiego oraz ciekawie wykonanych scen akcji. Za efekty specjalne odpowiadał Gianetto de Rossi i choć film nie posiada zbyt wielu krwawych scen, trzeba przyznać, że jak już pojawiają się, to są świetnie wykonane, zaś na uwagę zasługują dwie: krojenie ludzkiego mięsa w celu stworzenia zapasów „na później” oraz końcowa walka w kanałach, w której widzimy człowieka z wielką dziurą spowodowaną przez kulę shotguna. Soundtrack Alexandra Blonksteinera oparty na funkowych brzmieniach nie do końca udany, tutaj przydałoby się coś bardziej stonowanego, na wzór goblinowskich brzmień do „Dawn of the Dead” Romero – wtedy całość miałaby być może bardziej zwarty klimat i duszniejszą atmosferę.

 

cannibal-apocalypse-murder-cult-movies-download

 

Aktorsko całość prowadzi doskonały jak zawsze John Saxon, zaś reszta obsady dostosowuje się do ponurej opowieści, na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim Radice, choć zasadniczo to powtarza swoją rolę z „City of the Living Dead” Fulciego, co w przypadku filmu Margheritiego także zdaje egzamin (oba filmy weszły do włoskiej dystrybucji w sierpniu ’80). Podsumowując, „Cannibal Apocalypse” to „Łowca Jeleni” Cimino zmieszany z „Wściekłością” Cronenberga i „Szaleńcami” Romero. Warto zaopatrzyć się w oryginalne wydanie na DVD tego obrazu, gdzie oprócz trailerów i kilku alternatywnych scen, możemy obejrzeć znakomity wywiad z Margheritim, Radice i Saxonem (który twierdzi, że myślał iż bierze udział w obrazie kanibalistycznym dziejącym się w dżungli; filmu ponoć do dziś nie zobaczył w całości). 

Nie tylko dla fanów włoszczyzny.

Haku

 

 

 grindhouse_weinsteins

Źródła zdjęć: oldskull.net, cultcinema.ru, splatterday.org, wrongsideoftheart.com