logo
kitleyskrypt

Historia wytwórni Amicus – część I – Początki.

Gdy zaczniemy rozmowę o brytyjskim kinie grozy lat 60-tych, większości z nas przyjdzie na myśl wspaniałe wejście na ten rynek wytwórni Hammer Films; jednak oprócz tej najbardziej znanej była jeszcze jedna, która stanęła z nią w szranki – Amicus Productions. Filmy przez nią produkowane nigdy nie osiągnęły popularności, jaka dana była choćby hammer – horrorom, osiągając dużo mniejsze sukcesy. I choć Amicus często podkradało pomysły (czasem również aktorów i reżyserów) od większego rywala, przekształcało je najczęściej w coś zupełnie unikalnego. Mimo iż często filmy wytwórni Amicus były pomijane, jako kopie obrazów Hammera, studio dorobiło się własnej, równie rozpoznawalnej marki. Ważnym faktem jest to, że mimo iż wytwórnia działała w Wielkiej Brytanii, przejmując niejako cechy tamtejszego kina, była ona zarządzana przez dwóch Amerykanów: Maxa J. Rosenberga i Miltona Subotsky’ego, którzy swoją przygodę z filmowym biznesem zaczynali w Ameryce, produkując tam swoje pierwsze filmy. Ich początki nie były związane z horrorem, nim stali się sławni dzięki filmom grozy, próbowali swych sił w innych gatunkach.

Max J.Rosenberg i Milton Subotsky

Max J.Rosenberg urodził się w 1914 roku w Nowym Jorku, w dzielnicy Bronx, jako syn kuśnierza. Początkowo próbował swych sił w zawodzie prawnika, by następnie dołączyć do partii komunistycznej (czemu później zaprzeczał) i dopiero w 1945 roku zaczął próbować swych sił jako dystrybutor zagranicznych obrazów, sprowadzając do USA m.in. „Błękitnego Anioła” (1930, Josef von Sternberg) czy „Rzym, miasto otwarte” Roberto Rosselliniego z 1945 roku. W 1954 Rosenberg zrezygnował z dużego ekranu na rzecz telewizji, produkując program dla dzieci pt. ”Junior Science”, przy którym rozpoczął współpracę z autorem scenariuszy, Miltonem Subotskym.

Subotsky urodził się w 1921 roku w Nowym Jorku. Podczas II Wojny Światowej służył w Korpusie Komunikacyjnym, odpowiadając za przygotowywanie filmów treningowych, motywujących żołnierzy do walki, co stworzyło podwaliny pod jego późniejszą karierę. Po zakończeniu wojny, Milton zdał sobie sprawę z sił nowego medium zwanego telewizją, zostając scenarzystą i producentem różnorodnych programów.

Vanguard

W 1956 roku, Rosenberg i Subotsky stworzyli amerykańską firmę produkcyjną ”Vanguard” (dosł. ”Awangarda”), która miała zajmować się dostarczaniem obrazów dla kin drive-in w całym kraju, współzawodnicząc z AIP, Allied Artists i innymi ówcześnie znanymi markami. Pierwszym tematem, jakim zajęła się firma był rock n’roll, muzyka, jaka zaczynała podbijać serca młodych słuchaczy. Do współpracy udało im się pozyskać legendarnego DJ-a Alana Freeda, razem tworząc lekki musical ”Rock, Rock, Rock” (1956, reż. Will Price), historię żyjącej marzeniami nastolatki (w tej roli Tuesday Weld), szukającej chłopaka i sukienki na swój bal maturalny, na którym występuje właśnie DJ Alan Freed.

Milton Subotsky nie tylko napisał scenariusz, ale i kilka piosenek; prócz nich w obrazie można było usłyszeć hity Chucka Berry’ego, Frankie Lymona, The Teenagers i La Vern Bakera. Choć sama Tuesday Weld nie śpiewała własnym głosem (podłożono głos Connie Francis), to młoda aktorka dosyć zgrabnie oddała ducha swojej epoki, prezentując się w filmie z bardzo dobrej strony.

”Rock, Rock, Rock” stał się na tyle dużym sukcesem, że panowie zdecydowali się na powtórzenie sukcesu późniejszym o rok ”Jamboree” (1957, reż. Roy Lockwood), kolejnym romansem młodzieżowym przemieszanym z musicalem. Główne różnice między oboma obrazami polegały na tym, iż DJ-em nie był już Alan Freed, lecz Dick Clark (który wraz z Freedem był w dużej mierze odpowiedzialny za wprowadzenie muzyki rock n’rollowej pod strzechy), Connie Francis tym razem podkładała głos Fredzie Holloway, zaś piosenki nagrali m.in. Fats Domino, Frankie Avalon, Carl Perkins, Jerry Lee Lewis i Chris Howland.

impawards1com

W niedługim czasie ”Vanguard” zmienił się z kolejnej wytwórni tworzącej obrazy dla kin drive-in w poważniejszego producenta, próbujacego swych sił w dramatach, takich jak ”The Last Mile” (1959, Howard Koch), opartej na sztuce Johna Wexleya historii skazanego na śmierć więźnia (Mickey Rooney), czy Girl of the Night (1960, reż. Joseph Cates), w którym Anne Francis odgrywa postać prostytutki, co oczywiście było wówczas tematem tabu w Ameryce. I choć ”The Last Mile” i ”Girl of the Night” były udanymi obrazami, nie przyniosły spodziewanych zysków na jakie liczyli Subotsky i Rosenberg, co spowodowało zamknięcie działań wytwórni familijnym obrazem ”Lad: A Dog” (1962, reż. Aram Avakian, Leslie H.Martinson) – kolejnej wersji historii o Lassie, tym razem w samczym wydaniu.

Narodziny Amicus

We wczesnych latach 50-tych horror nie był gatunkiem obecnym w boxoffice’ach. Oczywiście mnóstwo ówczesnych filmów science – fiction przemycało tematy związane z grozą, jednak na czysty gatunkowo horror nie dało się natrafić w kinach. Aż do roku 1957, kiedy to mała, nieznana brytyjska wytwórnia Hammer wypuściła na rynek ”The Curse of Frankenstein” w reżyserii Terence’a Fishera, zrealizowany na bardzo niskim budżecie obraz, który zarobił fortunę.

Na temat samego filmu narosło kilka plotek: według jednej z nich Milton Subotsky napisał scenariusz do tego obrazu, jednak decydent wytwórni James Carreras odrzucił jego wersję na rzecz aktualnie nam znanej. Inna głosiła, że Max J.Rosenberg maczał palce w produkcji ”The Curse of Frankenstein” – żadnej jednak nie dało się zweryfikować, choć po latach Rosenberg jest w większości źródeł wymieniany jako producent, mimo iż brak go w czołówce. 

Tak czy owak, ”The Curse of Frankenstein” miał wielki wpływ na postawę Rosenberga i Subotsky’ego, przez ten sukces zwrócili swoją uwagę na rynek brytyjski (zapewne wpływ na ich podejście miał również atrakcyjniejszy system podatkowy na wyspach), zajmując się produkcją niskobudżetowego horroru ”The City of the Dead”, a.k.a. ”Horror Hotel” (1960, reż. John Llewellyn Moxey). ”The City of the Dead” oparta na pomyśle Miltona Subotsky’ego była niczym więcej jak kopią ”The Curse of Frankenstein” i innych ówcześnie produkowanych przez wytwórnię Hammer horrorów. Sfilmowana w monochromatycznych barwach w opozycji do mocno podkoloryzowanych obrazów konkurencji, w całości w Studio Nettlefold w hrabstwie Surrey, opowiadała o amerykańskim mieście rządzonym przez czarowników. W głównej roli, tym razem w postaci złoczyńcy, został obsadzony Christopher Lee, będący wówczas świeżą gwiazdą horroru. I choć pod względem narracyjnym ”The City of the Dead” nie jest zbyt dobrym obrazem, nadrabia wszystko mroczną atmosferą, oraz łamaniem reguł, które pozwala na zabicie bohaterki w połowie filmu. Obraz wszedł na ekrany kin w 1960 roku, przed wielkim sukcesem ”Psychozy” Hitchcocka, której intryga przedstawiała się podobnie.

image1tmdb1org

”The City of the Dead” mimo iż w końcu zostało wypuszczone jako produkcja studia Vulcan, było pierwszym obrazem, w którym było już widać styl Amicus, na pewno w większym stopniu, niż oficjalny debiut studia – ”It’s a Trad, Dad!/Ring-a-Ding Rhythm” (1962, reż. Richard Lester). ”It’s a Trad, Dad!” jest powrotem do pierwszych filmów produkowanych przez Subotsky’ego i Rosenberga, jeszcze pod szyldem Vanguard, w których fabuła było tylko pretekstem dla występów ówczesnych gwiazd popkultury: tym razem Gene’a Vincenta, Chubby’ego Checkera, Del Shannona czy angielskich zespołów dixielandowych. Zanim Richard Lester, dla którego ten obraz był debiutem, wtrącił nieco czarnego humoru, film miał już swój styl, być może ciekawy dla ówczesnych widzów, niekoniecznie jednak oryginalny.

Kolejny film wytwórni, ”Just for Fun” (1963, reż. Gordon Flemyng), jest dosyć podobny w odbiorze, będąc kolejnym musicalem z mocno pretekstową fabułą. Tym razem, wśród gwiazd obrazu przewijają się: The Crickets, The Tremeloes, The Tornados, The Vernon Girls, The Breakaways oraz The Springfields, oraz popularni didżeje tamtych lat: Alan Freeman, David Jacobs i Jimmy Savile. Chociaż ”It’s a Trad, Dad!” i ”Just for Fun” zyskały sobie popularność wśród nastoletniej publiczności stając się zyskownymi obrazami, dziś mało kto je pamięta, nawet wytrawni fani produkcji Amicus. Dopiero z następnym obrazem ta sytuacja zmieni się o 180 stopni, umieszczając wytwórnię na mapie ważnych producentów tamtych lat.

Antologie Horroru

Wraz z początkiem lat 60-tych, zarówno Milton jak i Max kierowali swe zainteresowania coraz mocniej w kierunku rynku brytyjskiego: Subotsky z powodu odczuwania bliższej więzi (także artystycznej) z narodem brytyjskim, zaś Rosenberg poprzez zauważenie rosnących możliwości rynku, gdzie kolejne obrazy wytwórni Hammer odnosiły coraz to większe sukcesy. Niestety, przez kilka następnych lat nie byli w stanie znaleźć odpowiedniej formuły, która pomogłaby im rywalizować z konkurencją. Aż do 1965 roku, kiedy to do kin weszła ich antologia grozy pt. ”Dr. Terror’s House of Horrors” (reż. Freddie Francis). Format antologii, znany też pod nazwami portmanteau i omnibus movies pasował obu panom, szczególnie zaś Subotsky’emu, który był świetny w tworzeniu krótkich form z makabrycznymi zakończeniami. Rosenberg mógł zatrudnić do takiego obrazu nie jedną, lecz kilka gwiazd ekranu, znanych choćby z filmów wytwórni Hammer, na kilka dni zdjęciowych, co skutkowało mniejszymi gażami dla znanych aktorów, wśród których znaleźli się m.in. Christopher Lee i Peter Cushing.

Podobieństw do filmów wytwórni Hammer jest wiele – choćby znakomity operator Freddie Francis, który w roli reżysera miał już za sobą kilka uznanych filmów grozy pod ich szyldem, dobrze poruszając się w tym gatunku. Nasi bohaterowie chcieli jednak uzyskać poprzez swój obraz coś innego, do czego przyzwyczaiły widza filmy rywala – podczas gdy hammerowskie opowieści to wielkie historie o walce dobra ze złem, ”Dr. Terror’s House of Horrors” to zbiór krótkich moralitetów, z zaskakującym twistem na końcu, skupiających się nie na epatowaniu makabrą i efektami, lecz na atmosferze grozy i szczególe, na dodatek osadzone we współczesności, co było odmianą w stosunku do obrazów Hammera, zwykle osadzonych w przeszłości. Obraz ten był pierwszym hitem wytwórni, stając się po latach filmem kultowym, wyznaczając nawet standardy opowieści grozy na późniejsze lata, co stało się możliwe dzięki dobrze skonstruowanym opowieściom, oraz przejrzystej reżyserii.

worgantom1blogspot1com

Po sukcesie „Dr. Terror’s…” wytwórnia nie zaczęła jednak produkować kolejnej podobnej produkcji, lecz skierowała się ku innym obrazom gatunkowym, nie tylko ku grozie, ale i science fiction, bardziej tradycyjnym pod względem narracji. Do formy antologii Amicus wrócił w 1967 roku, za sprawą ”Torture Garden”, w którym to obrazie za kamerą ponownie stanął Freddie Francis, zaś w głównej roli pojawił się Peter Cushing, a scenariuszem zajął się słynny już wówczas za sprawą scenariusza do ”Psychozy” Robert Bloch – który stał się jednym z głównych współpracowników wytwórni na kilka lat. I mimo iż w porównaniu z poprzednią antologią, ”Torture Garden” traci na świeżości pomysłu i walorach nowelowych, to nadal była to bardzo ciekawa kolekcja krótkich form.

Po „Torture Garden”, wytwórnia kazała czekać aż cztery lata na kolejny obraz, „The House that Dripped Blood” (1971, Peter Duffell) – znów oparty na scenariuszu Roberta Blocha, który został świetnie odebrany w USA, w Wielkiej Brytanii nie zarabiając zbyt wiele. W początkach lat 70-tych Amicus, podobnie jak jego rywal, wytwórnia Hammer, ale i cały brytyjski przemysł filmowy, wpadł w problem związany z brakiem zainteresowania kolejnymi obrazami na rynku amerykańskim, gdzie zaczynały królować wielkie produkcje. Hammer zaczął próbować swych sił w nowych kierunkach, takich jak filmy erotyczne, czy filmy karate, z niewielkim jednak sukcesem, Amicus zaś pozostał wierny obrazom, które przyniosły im sukces, tworząc w okresie między 1972 a 1973 rokiem aż cztery obrazy nurtu omnibus movies:

• „Tales from the Crypt” (1972, Freddie Francis) oparte na serii popularnych komiksów firmy EC z lat 50-tych, zmieniające makabryczne historie w coś na kształt małych moralitetów z końcowym twistem akcji.
• „The Vault of Horror” (1973, Roy Ward Baker) czyli sequel „Tales from the Crypt”, znów traktujący komiksy EC jako źródło scenariusza.
• „Asylum” (1972, Roy Ward Baker) kolejna antologia ze scenariuszem Roberta Blocha. Mimo dosyć urokliwego charakteru, „Asylum” był nieco nudnawy, głównie z powodu braku ciekawych twistów w zakończeniach poszczególnych opowieści.
• „From Beyond the Grave” (1973, Kevin Connor) to zekranizowane cztery krótkie opowiadania popularnego brytyjskiego autora, R.Chetwynda – Hayesa.

Oglądając te obrazy nietrudno domyślić się, dlaczego wytwórnia stała się znana dzięki nim popularna – w większości wypadków są dobrze nakręcone, odpowiednio trzymając widza w napięciu, zarówno makabryczne, jak i ironiczne w wymowie, bardzo dobre pod względem aktorskim, oraz utrzymane w urokliwym stylu klasycznych horrorów. Jednak w połowie lat 70-tych nie miały już one racji bytu, gdyż nadchodziła właśnie fala nowego, dużo bardziej brutalnego horroru.

 

Powyższy artykuł jest opracowaniem tekstu Mike’a Harbelfernera. 

Źródła zdjęć: hellbusiness.com

  • Simply1

    ,,…Sfilmowana w monochromatycznych barwach w opozycji do mocno podkoloryzowanych obrazów konkurencji…”
    A nie prościej napisać, że ,, The City of the Dead ” jest filmem czarno-białym w opozycji do barwnych obrazów konkurencji ? :P
    Faktycznie 1960 był rokiem ,paralelnego myślenia’ w kinie grozy . Nie licząc nieintencjonalnej zbieżności z domknięciem wątku bohaterki z ,, Psychozy” , w ,, The City of the Dead” mamy niemal identyczny, retrospektywny prolog, jak w ,, Masce Szatana” Bavy też z tego roku. Ciekawie wypada porównanie tych dwóch scen

    • TheBlogThatScreamed

      Pewnie że prościej, ale nudniej by było. :)

  • Simply1

    A z ciekawostek, to ,, Ring a Ding Rhytm” był w Polsce w kinach , pt. ,, Zabawa na sto dwa” , główną role grała tam sezonowa gwiazdka Helen Shapiro. Mieliśmy też w repertuarze wyeksponowany u Was ,, The House that Dripped Blood” ( ,, Dom Wampirów” )
    ,, Gabinet Grozy Doktora Zgrozy” pokazała z kolei TVP na początku lat 80 ‚ i film zrobił furorę : zwłaszcza nowelka z Christopherem Lee i uciętą dłonią zmasakrowała niejeden spokój ducha.