logo
tumblr_mx97on6jGV1rovfcgo5_r1_1280

„Bycie złym to właściwy sposób na życie” – Samuel Fuller w rozmowie z Wide Angle

Poniższy wywiad przeprowadzili Rusell Merritt oraz Peter Lehman, ukazał się w „Wide Angle vol.4″, nr 1/1980.

RM: Najczęściej stosowanym zwrotem opisującym Twoje filmy jest słowo „prymitywizm”. Zgodzisz się z tym?
SF: Nie zawracam sobie tym głowy, choć… może i coś jest na rzeczy. Mam w głowie obraz owłosionej małpy ciągnącej kobietę za włosy. 

PL: Co sprawia, że ludzie mówią o Twojej pracy jako „prymitywnej”?
SF: Nie wiem, to może być niezły komplement. Jeśli powiesz o kimś: „Był wspaniałym pisarzem – prymitywistą, poetą albo zabójcą z Alaski”, może oznaczać to szerokie spektrum znaczeń.

PL: Wielu reżyserów tworzy nadal swoje filmy tak, jakby pracowali w cieniu D.W. Griffitha. 
SF: To mi się podoba, ma sens.

PL: Ale Twoje filmy są robione raczej zupełnie na odwrót?
SF: Nie patrzyłem na nie pod tym kątem. Moją inspiracją był zawsze John Ford i jego „Potępieniec” („The Informer”). Z jednego powodu – emocji! Ten obraz dawał Ci je wszystkie.

PL: Podobnie mówisz o „Zdarzeniu w Ox-Bow” („The Ox-Bow Incident”). Co mnie zaintrygowało, to to, że oba filmy są skonstruowane klasycznie, z powolną narracją, wręcz pretensjonalne, co nie pasuje do Ciebie.
SF: A sam styl opowiadania historii?

RM: Zupełnie inny, twoje obrazy to serie kolejnych wstrząsów. 
PL: Ja również podziwiam Forda, ale pracował w cieniu Griffitha. 
SF: Masz stuprocentową rację. Ford ustawiał kamerę, nie kręcił w ruchu. Ja zaś chcę, aby kamera była nie tylko okiem ale i ustami, by była wszędobylska.

 

tumblr_m8l0snBUxF1qf7r5lo1_r1_1280

 

RM: Sądząc po Twoich obrazach, nadal wierzysz w Amerykę jako spełnienie nadziei uchodźców, sierot, bezdomnych. Ameryka jaką portretujesz jest jednak podzielona, wstrząsana problemami rasowymi, podziemiem pełnym alfonsów, dziwek, przestępców i zwykłych szumowin. Dlaczego ktoś chciałby być częścią takiego kraju?
SF: Ponieważ taki kraj, nieważne jak bardzo podzielony, niespokojny, jest statkiem, który ma pokład, dużo bardziej szeroki i otwarty niż pokłady innych statków. Ameryka może mieć nawet z tuzin kapitanów Blighów, pokład może spływać krwią, zaś prawdziwy kapitan może być hipokrytą. Statek jednak nie tonie.

RM: Ameryka jest najlepszym krajem na jaki nas stać?
SF: Nie, Ameryka jest najgorszą rzeczą, jakiej możemy się spodziewać. Nawet mimo tego, że jest najlepszym z istniejących narodów. To bardzo złe. Ameryka jednak jest bardzo młoda, to właściwie dziecko, nie zapominajmy o tym. Właśnie zrobiło kupkę, a my ją musimy wytrzeć. Nie wiem dlaczego ty i inni dziennikarze mówicie: „Pokazujesz alfonsów i dziwki”. Przecież to nasza codzienność, alfonsi, stręczyciele, Nixon. Nie ma w tym nic złego, na Boga. […]

RM: Ich czyny nie są jednak dobre.
SF: Tak dzieje się od dziesiątek tysięcy lat.

RM: Ale jest to złe.
SF: Bycie złym to właściwy sposób na życie. Dzieje się tak od 10 tysięcy lat przed Chrystusem. Rozpoczęło się od mężczyzny i maczugi, maczuga zmieniła się w miecz, tak narodziła się władza królewska. Tak narodziła się moc. Spójrz na każdy cholerny kraj – jak myślisz dlaczego przetrwali?

PL: Ciekaw jestem powodów dedykowania Twoich filmów amerykańskim instytucjom – prasie, wojsku, armii.
SF: Nie, armii nie. Pod tym względem jestem drażliwy – zadedykowałem obraz amerykańskiej piechocie, o której mówi się, iż to ludzie skazani na śmierć. Mógłbym powiedzieć, że dedykuję film siedmiu tysiącom zmarłych 745-ek, publiczność jednak tego nie zrozumie. Gdy armia publikuje listę zmarłych, numer 745 jest zarezerwowany dla strzelców; kiedy więc umierasz jesteś strzelcem, nie masz imienia. Widzę tylko długie listy kolejnych zmarłych numerów 745, do takiego punktu doszliśmy. Strzelcy to najniższa jednostka armii, to bardzo dla mnie ważne. 

RM: Czy o tym jest Twój scenariusz nazwany „The Rifle”?
SF: „The Rifle” jest o Wietnamie; jeśli zdobędę wystarczającą ilość pieniędzy, pokażę ci historię o Wietnamie, na litość boską, inne historie o tej wojnie to gówno! Moja jest napisana z amerykańskiego punktu widzenia, Amerykanie mają w niej rację. CIĘCIE. Następnie pokażemy historię z punktu widzenia Wietnamczyków, to oni będą mieli rację. CIĘCIE. Chiński punkt widzenia. CIĘCIE. Rosyjski punkt widzenia. Każdy punkt widzenia. Na końcu połączymy je wszystkie razem. Filmy powstałe do tej pory to nie tylko gówno, to czysta hipokryzja.

 

djgtQqT

 

PL: Będzie więc inaczej niż w wypadku „The Steel Helmet” czy „China Gate”, gdzie mieliśmy ukazany tylko amerykański, bądź też bardziej ogólnie, zachodni punkt widzenia?
SF: To twoje słowa! Nie chciałem się obwiniać w „China Gate”, interesował mnie tuzin ludzi z różnych krajów; każdy używa Indochin jako pola walki. 

RM: Ale w Twoim filmie nie widać tej perspektywy – w prologu wyraźnie osadzasz swe sympatie po stronie francuskiej – „China Gate” jawi się jako pean na cześć Francuzów wyzwalających Indochiny z rąk komunistów.
SF: Nie wydaje mi się, żebym wyraził się w ten sposób. Wyrażam francuski punkt widzenia?

PL: Głos zza kadru pokazuje sytuację z tej właśnie perspektywy. […]
SF: Rozumiem. Mówisz, że ta narracja sprowadza całość do jednego tylko punktu widzenia – Rosja jest prowokatorem, zaś Francuzi chcą ich wykurzyć z Półwyspu?

RM: Tak.
SF: Rozumiem już o co ci chodziło. To była prawda – Rosji nie obchodził Wietnam, choć nie nazwano tej sytuacji kolonializmem, to jednak nią była. Oto cała hipokryzja – wszyscy jesteśmy oszustami; my jednak jesteśmy uczciwymi oszustami – mówimy, że chcemy dolara, oni nie. Oni chcą kopiejek, jednak nie przyznają się do tego. To mnie śmieszy.

RM: Czy chciałbyś, aby któryś z Twoich filmów zobaczyła Twoja córka?
SF: Nie wiem. Widziała ich kilka, widziała „Wielką Czerwoną Jedynkę” beze mnie. Ma pięć lat – kiedy skończyła oglądać, zapytała mnie dlaczego pozwalam aby człowiek strzelał do kwiatów. Odpowiedziałem jej, że on nie strzelał do kwiatów, tylko przez nie, by kogoś zabić. Ona kocha kwiaty, owady. Spróbowałem więc jeszcze raz: „Pamiętasz, jak byłaś na obozie? I to też jest obóz, tylko taki, gdzie ludzi się zabija. Chciałbym, abyś dobrze to sobie zapamiętała – zawsze w  miejscach gdzie jedni ludzie masowo zabijają drugich, ci którzy zabijają, sadzą tam później kwiaty. Podlewają je, zupełnie jak ty, żeby pięknie rosły”. W końcu zamilkłem widząc, że ona nic z tego nie rozumie. W tej scenie widzimy komorę gazową i piece. Spotkałeś się kiedyś z czymś takim? Nigdy nie widziałem nic podobnego w żadnym filmie. Strażnicy sadzą kwiaty  i ich to cieszy i…

RF: W obozie koncentracyjnym?

SF: A jak! Zawsze na filmach obóz koncentracyjny wygląda strasznie ponuro. Wszystko szare i ta wielka, otwarta brama. A to nieprawda, obozy, które wyzwalaliśmy, to były bardzo żywe miejsca. Wiesz, jak taki wiezień użyźniał glebę w ogrodzie? No i załoga miała piękne ogrody.

 

MCDSTOF EC086

 

RM: W podobny sposób zboczeniec w „The Naked Kiss” kochał piękne rzeczy; dziecko, które molestował przynosiło mu kwiaty, kochał Beethovena. W zasadzie te postacie, które u ciebie kochają kulturę wysoką to zboczeńcy. Skąd to się bierze?
SF: Cóż, bohater grany przez Michaela Dantego (Grant) jest symbolem, w tym wypadku Ameryki, dokładniej rzecz biorąc środkowego zachodu, małego miasteczka w stylu Athens, stworzonego przez podobnych mu ludzi, gdzie w powietrzu czuć zapach kłamstwa. To członkowie organizacji wolontariackich w stylu DAR czy Kiwani. Zaś dziwka, grana przez Constance Towers to symbol kogoś, kto nie ma szans nawet do nich podejść. Te dwie osoby pracują na różne sposoby: on w organizacji dobroczynnej, jej praca zaś polega na kłamaniu. Z tych dwojga wolę jednak dziewczynę. Oczywiście nie wszyscy hipokryci molestują dzieci, jednak żeby film wywarł jakiś wpływ na widza, lubię w takich momentach  dociskać mocniej. Interesuje mnie spotkanie tych dwóch światów.

PL: Wiele postaci z Twoich filmów mówi o tym, że nienawiść i bigoterię wynieśli z domów rodzinnych. Czy sądzisz że to faktycznie kwestia wychowania?
SF: Zacznę z drugiej strony – moja matka była najbardziej rozważną kobietą, jaką poznałem. Nie miała jednak pojęcia o istnieniu homoseksualistów i alfonsów, żyjących z pracujących dla nich dziwek. Mówię więc do niej: „Musiałaś przecież w młodości poznać takich ludzi”, ona zaś na to : „Nie, nie znałam nikogo takiego”.

RM: Rzadko wspominasz ojca.
SF: Zmarł, gdy miałem 11 lat, nie poznałem go dobrze.

RM: Czy byłeś pilnym uczniem?
SF: Zostałem wyrzucony ze szkoły średniej.

RM: Jak to się stało?
SF: Cóż, pracowałem wtedy na nocnej zmianie dla The New York Graphic; redaktor naczelny posłał mnie do szkoły imienia George’a Washingtona, największej w Nowym Jorku, gdzie po zadomowieniu się wprowadziłem fotografa, który miał zrobić kilka zdjęć z ukrycia w gabinecie nauczycieli, podejrzewanych o romansowanie i wygadywanie różnych bzdur. Chodziło o rozdmuchanie kolejnej seks afery, niestety ta łajza położyła sprawę na łopatki, oślepiając wszystkich swoją lampą błyskową i cały misterny plan runął. Podobała mi się ta akcja, miała w sobie coś dramatycznego, wiesz ukrywaliśmy się i szpiegowaliśmy innych. Gdy gazeta wyszła, zostałem wezwany na dywanik do dyrektora; napiętnował mnie niczym Judasza, twierdząc, że mogłem przyjść wcześniej do niego i opowiedzieć mu o całej historii. Powiedział do mnie: „Bierz swoje rzeczy i znikaj, zostaw wszystko, co należy do szkoły”. Cieszyłem się z tego bardzo, gdyż mogłem rozpocząć pracę na dziennej zmianie.

RM: Czy chciałbyś nakręcić film o jakimś artyście?
SF: Mam swoją opowieść, prowadzę w tym temacie research. To Balzak.

tłumaczenie i opracowanie wywiadu: haku, pomoc Simply.