logo
blackmagic2big

Renato Polselli: człowiek – enigma.

Jeśli poprosicie fana horroru o wymienienie kilku filmów Renato Polselliego, nie dowiecie się zbyt wiele. Być może niektórzy pamiętać będą „Delirio Caldo”, krwawe erotyczne giallo unurzane w psychodelicznym sosie, ale co z jego innymi obrazami? Choć większość z nich jest mocno nierówna, to jednak wysoce interesujące filmy. Sam Polselli to człowiek – enigma, nie istnieje zbyt dużo wywiadów z tym reżyserem, co nie zwiększa popularności jego dzieł. Właściwie nieznane poza Włochami, jego filmy skupiają się na ukazywaniu zdeprawowania seksualnego, erotyki, polityki, psychologii (reżyser ma stopień naukowy w tym kierunku) oraz, oczywiście, eksploatacji tematyki seksualnej. Jego obrazy były bardzo często cięte przez cenzurę, nakładającą na nie także ograniczenia dystrybutorskie. Polselli to bardzo interesujący scenarzysta, producent i reżyser, którego dzieła noszą oryginalne piętno, mimo niezbyt dobrego montażu stając się zmysłową ucztą dla widza.

Urodzony w 1922 roku, w miasteczku Arce we Francji, Polselli od młodych lat zdradzał zamiłowanie do kina. Jego debiut, „Ultimo Perdono” to czarno – biały dramat – oddajmy tutaj głos reżyserowi: „W początkowym okresie chciałem zostać scenarzystą i jeden z moich przyjaciół, aktor Andrea Petricca poprosił mnie o napisanie dla niego scenariusza. Zajęło mi to dzień, nie miałem wobec budżetu żadnych oczekiwań. Po przeczytaniu scenariusza, znalazł się producent, który wezwał mnie do siebie i zaproponował jego nakręcenie. Niedługo później nakręciłem „Delitto al Luna Park” (1951), moje pierwsze giallo, również czarno-białe.” W 1960 roku Polselli nakręcił swój pierwszy, prawdziwy horror: producent Umberto Borsato, zainspirowany sukcesem „Draculi” Terrence’a Fishera zaproponował mu wyreżyserowanie „L’amante del vampiro”. Reżyser zdecydował się nasycić obraz jak najbardziej indywidualnym tonem, włączając do gotowego dzieła ryzykowne wówczas sceny seksualne. Obraz jest jeszcze dosyć nierówny, ale zaweira kilka ciekawie zainscenizowanych ujęć w stylu Maria Bavy. Przypomina mocno ówczesne hammer horrory, do których ktoś dołożył typowo włoskie poczucie estetyki oraz sceny z tańczącymi kobietami, które są niejako buforem w stosunku do przerażającej narracji, często używanymi przez niezależnych filmowców, nie zawsze jednak w pełni poważnymi.

W 1961 roku Polselli osiągnął sukces u krytyki obrazami „Ultimatum alla vita” oraz „Avventura al motel”. Pierwszy z nich to dramat wojenny, w którym więźniarki rozpoczynają partyzancką walkę z najeźdźcą. Obraz ten zdobył wiele nagród, świetnie został przyjęty szczególnie we Francji. Polselli przyznaje, że II wojna światowa i okupacja Włoch mocno na niego wpłynęły: „Włoskie filmy takie jak „All the Girls Are Going to Stop Me” i „From Matter to Life” stały się bardzo ważne nie tylko dla mnie, ale dla wielu moich rodaków; dobrze wyrażały obawy społeczeństwa, dotyczące wojny i sytuacji w kraju po odejściu aliantów. W latach 50-tych włoskie kino, w większości przypadków, nie potrafiło dobrze nazwać i ukazać naszych obaw. Wiem, że kino było wtedy ograniczone i powściągliwe w ukazywaniu tego typu sytuacji; zdecydowalem więc, że spróbuję stworzyć film, który zada pytania i poruszy niebezpieczne tematy. Jeden z filmów, jakich ówcześnie obejrzałem (dziś zaginiony) pokazywał krytyczne nastawienie wobec amerykańskiej inwazji na Półwysep Apeniński. Politycy bali się tego typu obrazów, zakazując ich rozpowszechniania. Na szczęście nigdy nie miałem problemu z moimi aktorami, właściwie tylko Fabrizo Capucci, grający Hansa w „Ultimatum…” był niesubordynowany, zachowywał się głupio i wywyższał się ponad innych. Nie mogąc dojść z nim do porozumienia, po prosti go pobiłem! Po tym zdarzeniu był miły na planie i słuchał się moich wytycznych”. „Avventura al motel” to farsa seksualna, w duchu podobna do amerykańskich komedii młodzieżowych z  początku lat 80-tych, których bohaterowie mieli obsesje na punkcie utraty dziewictwa. To prosta historia par zamierzających spędzić noc w motelu, gdzie jednak nie będzie im dane w spokoju zakosztować uciech. Film ten stał się dużym sukcesem we Włoszech. „Wielu włoskich reżyserów było moimi mentorami; nie współpracowałem z nimi jednak, gdyż producenci opłacali mnie, bym kręcił filmy po swojemu. Duży szacunek miałem do De Sici i Orsona Wellesa, to moi mistrzowie. Nie grałem jednak we własnych obrazach, zadebiutowałem jedynie w małej rólce we włoskim obrazie „An Angel in the Provinces” (1951), z której do dziś jestem zadowolony!

 

02103404

 Le Sette Vipere (1965)

Po „Il mostro dell’opera” (1961), obrazie o znaczących innowacjach technicznych, który zniszczyła fatalna dystrybucja, Polselli wyreżyserował „Le sette vipere” (1965), komedię opowiadającą o argentyńskich i włoskich małżeństwach; obraz zainspirowany problemami producenta, przeżywającego wówczas podobny los jak główny bohater. Tytuł odnosi się do starej hinduskiej legendy, wg której „każda kobieta ukrywa w sobie siedem żmij. Jeśli zabijesz jedną z nich, w jej miejsce odrasta kolejne siedem”. W tym filmie producent odchodzi od zdradzającej go z prawnikiem żony i decyduje się na prosty żywot w odizolowanej od świata sardyńskiej wiosce pośród gór. Rok później, spróbował swoich sił w gatunku spaghetti westernu przy okazji „Lo sceriffo che non spara”, czyli opowieści o muskularnym szeryfie (ulubieniec Polsellego, Mickey Hargitay, z pochodzenia Węgier, mąż Jayne Mansfield), który samą siłą swych mięśni zaprowadza spokój w miasteczku pełnym czarnych charakterów. Przy okazji tego obrazu, reżyser wyraźnie zaznacza, że to w całości jego dzieło, przy którym nikt mu nie pomagał (lista płac wskazuje dodatkowo Roberto Montero jako współreżysera – to jednak zabieg ze strony hiszpańskiej, współproducentów tego westernu). Polselli, jak wielu przed nim i po nim, film podpisał pseudonimem: „Pomyślałem, że Ralph Brown brzmi dla amerykańskiego odbiorcy nieźle, na pewne lepiej niż moje prawdziwe nazwisko, na którym zwykle łamali sobie języki. Wszyscy Włosi robili to samo przy okazji wielu filmów gatunkowych; oszukiwaliśmy widza jak tylko się dało!”. „Lo sceriffo che non spara” to pierwszy z wielu obrazów, które Polselli nakręcił z Hargitayem: „Gdy rozpocząłem pracę nad „Delirio Caldo”, producent powiedział mi, abym znalazł w Rzymie aktora do głównej roli – przekonałem go więc do Hargitaya, na dodatek oszukując, iż jest prawdziwym Amerykaninem! Gdy doszło do ich spotkania, producent – Włoch rozpoczął rozmowę po angielsku, chcąc zaimponować obcokrajowcowi – na co Hargitay odparł: <Przepraszam, ale ni w ząb nie umiem mówić po angielsku>. Był bardzo silnym człowiekiem, kulturystą – kiedyś chwalił się, że potrafi rozerwać książkę wpół. I zrobił to!”

Począwszy od 1968 roku, Polselli zaczął interesować się produkcją i dystrybucją filmów, związując się z firmą Titanus, która poprosiła go o pomoc przy produkcji „Rita la zanzara/Rita the Mosquito”, obrazie, który miał pomóc w karierze piosenkarce Ricie Pavone. Początkowo ścieżka dźwiękowa obrazu miała składać się z jej nowych utworów, co inspirowało Polselliego; kiedy jednak okazało się, że bedzie nią mieszanka starych hitów, odmówił jego reżyserii, którą przejęła Lina Wertmuller, wcześniej już współpracująca z Pavone w telewizji oraz przy musicalu „Il giornalino di Gianburrasca/The Diary of Hurricane John”. Nasz bohater pomógł wtedy Antonio Margheritiemu przy promocji „Io ti amo/I Love You” (1968), który jednak okazał się całkowitą klapą.  W 1972 roku Polselli reżyseruje i produkuje w swojej własnej G.R.P. Cinematografica zuchwałe „La verita’ secondo Satana” (oryginalny tytuł brzmial „The Gospel by Satan”, czyli „Ewangelia wg Szatana”), psychologiczne giallo, w którym Rita Calderoni (kolejna z ulubionych aktorek Polselliego) wierzy, że doprowadziła ukochanego do samobójstwa. Z powodu użycia w tytule słowa „ewangelia” obrazowi zarzucano bluźnierstwo, przez co mocno ucierpiała jego dystrybucja. Uznany po latach za zaginiony, był czasami wyświetlany we włoskiej telewizji w latach 80-tych. Z powodu problemów z cenzurą i dystrybucją, reżyser stworzył trzy różne wersje filmu, po latach domontowując do nich nowe sceny. Najrzadsza z wersji obrazu zawiera scenę kobiecego szczytowania, którą Polselli zbudował na zbliżeniach: twarzy, ciała i w końcu regionu łona, co było jednym z pionierskich jak na te czasy ujęć.

 

u3WAyceX3AZ5VzRzn5cY725wqml

 Delirio Caldo (1973)

Następny w kolejce jest „Rivelazioni di uno psichiatra sul mondo perverso del sesso” (1973), który możemy przetłumaczyć jako „Zeznania psychiatry na temat przewrotnego świata seksu”, jednoznacznie tłumaczące jego fabułę. Wydany po latach jako „Deep in our Soul”, obraz jest utrzymany w konwencji kina mondo – psychiatra objaśnia studentom wszelkie dziwaczne seksualne dewiacje. Każda z nich jest traktowana jako dykteryjka, zaś jej tłem jest mieszanka wszelkich seksualnych zachowań i zaburzeń. Polselli tłumaczy, że nakręcił go przede wszystkim by zagrać na nosie krytyce, która o jego wcześniejszych filmach pisała, że są zbyt obrazowe i perwersyjne, na pomysł samych scen wpadł zaś po przeczytaniu artykułu w gazecie o seksualnej niewiedzy ludzi ubogich; niestety obraz nie zawojował świata. Wyśmiewając psychiatrię, Polselli pokazuje, że lekarze to najczęściej seksualni napaleńcy. Kulminacją obrazu jest scena, w której młoda kobieta kocha się z gumowym pieskiem, zaspokajając następnie młodego owczarka niemieckiego. Nagrania ostrzejszych scen seksualnych są amatorskie, mroczna muzyka dodaje im nieco erotyki. 

Również w 1973 roku Polselli nakręcił kolejny film psychologiczny, krążący wokół tematów seksu, namiętności oraz krwawej przemocy: „Delirio Caldo” to jego najbardziej znany film, dostępny w ocenzurowanej wersji amerykańskiej jako „Delirium”. Sama opowieść należy do nieskomplikowanych: Mickey Hargitay gra rolę doktora Herberta Lyutaka, dobrze sytuowanego psychiatrę, którego seksualne problemy doprowadzają do morderstwa młodej dziewczyny. Jego żona Marcia (Rita Calderoni), chcąc uratować męża od stryczka i odsunąć od niego podejrzenia, zaczyna również zabijać. Po latach, w ramach oddania hołdu, Joe D’Amato w swoim słynnym gore – shockerze „Buio Omega” skopiował wiele z „Delirio Caldo”. Polselli zmontował dwie wersje filmu: ocenzurowaną, krótszą o 11 minut, na rynek amerykański, do której stworzył osobną narrację oraz zakończenie, oraz wersję nieocenzurowaną, z innym zakończeniem oraz scenami przemocy i nagości. Włoskie aktorki (Krista Barrymore i Katia Cardinali) wyglądają w niej zachwycająco; będąc pozbawiane przez mordercę ubrań, są bite, poniżane i mordowane, nie dziw więc, że ta wersja znana jest pod tytułem „Gorące Delirium”. Pełna wersja zawiera m.in. scenę kobiety wpadającej w erotyczny szał – „to była jedna z najmocniejszych scen obrazu, na szczęście współpracowałem przy niej z aktorką, która wystapiła w wielu moich filmach w podobnych scenach, bardzo ostrych. Chciała nawet, byśmy nakręcili kiedyś hardcore porno, ale nie zdecydowałem się na tą opcję.” Jednak, mimo cięć i alternatywnych scen, amerykańscy dystrybutorzy byli niezadowoleni z „Delirio Caldo”. Oddajmy głos Polselliemu: „Zorientowałem się, że mogę oszukać cenzurę poprzez ukazanie scen seksu z różnych kątów kamery oraz dodanie ujęć z innych obrazów. Skoro nie podobała im się wersja europejska, była dla nich za mocna, szukałem jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Dostałem wtedy telefon z Ameryki z zapytaniem, czy mógłbym domontować do obrazu sekwencję wojenną z Wietnamu. Zgodziłem się i zakupiłem wojenne dokumentalne nagrania na kamerze 16mm, które wyświetliłem z rzutnika na ścianę mojej piwnicy. Następnie przebrałem Hargitaya za amerykańskiego żołnierza, każąc mu stanąć przed ścianą, aby wpasował się w ujęcia z Wietnamu. Wmontowałem to ujęcie do filmu, Amerykanie byli zachwyceni!” W nieocenzurowanej wersji obrazu możemy zobaczyć także m.in. kilka ujęć Włochów udających angielskich policjantów – Polselli chciał umieścić filmową rzeczywistość w Anglii, jednak amerykanie wycięli wszystkie odniesienia do angielskiej rzeczywistości. I choć obrazowi, podobnie jak wielu giallo brakuje spójności narracyjnej, nadrabia to świetną pracą kamery, malowniczym rozlewem krwi oraz doskonałą ścieżką dźwiękową. Dario Argento miał Goblinów, zaś Lamberto Bava Simona Boswella i braci Angelis. „Delirio Caldo” także dużo zyskuje dzięki fantastycznej muzyce Gianfranco Reverbieriego – psychodelicznej, ale pełnej energii. „Chce dla moich filmów jak najlepiej, dlatego też wspieram całym sercem kompozytorów ścieżek dźwiękowych moich obrazów. Muszą być perfekcyjni.” „Delirio Caldo” to odświeżajace i ekscytujące doświadczenie, jedno z najlepszych włoskich gialli lat 70-tych. 

Jeżeli chodzi o innych reżyserów gialli, Polselli nie ma najlepszego zdania o Dario Argento – „Wiele late temu Argento był krytykiem filmowym piszącym dla popularnych włoskich dzienników, zaś jego ojciec upraszał reżyserów do wprowadzenia go do świata filmu. On nie kręcił prawdziwych giallo; brał kilka strasznych elementów i łączył je do kupy dosyć słabą fabułą. Myślę, że jego najbardziej udanym obrazem jest „Five Days in Milan” (1973), o którym kiedyś powiedziałem jego ojcu, że z pięć minut jest całkiem całkiem, reszta bardzo przeciętna.”

„Mania” z 1973 roku to jeden z trudniej dostępnych obrazów reżysera – choć miał swoja premierę w kinach, nie ukazał się nigdy na kasetach wideo, stając się obrazem trudnym do znalezienia. Fabularnie to kolejne giallo mieszające wątki miłości, zdrady i morderstwa, w bardzo włoskim stylu.

 

yAXdwkfDijyVDOXjsyzSGNZ3wPY

 Quando l’amore e’ oscenita’ (1973)

 Kolejnym pochodzącym z 1973 roku obrazem jest „Quando l’amore e’ oscenita’/When Love is Obscenity”, być może najbardziej wybuchowy z jego filmów – fabularnie opowiada o obsceniczności i jej wpływie na świat oraz religię. Niestety, włoscy cenzorzy mieli już wtedy dość problemów z reżyserem – stwierdzono, iż nakręcił zbyt ostry obraz, który nie nadaje się do wyświetlania w kinach. W rezultacie światło dzienne ujrzał dopiero w 1979 roku. „Można go interpretować jako odpowiedź na włoski system cenzorski, oraz o tym, jak obsceniczność wpływała na historię. Byłem przeciwny ówczesnej włoskiej drodze, zaślepionym przez kościół politykom oraz religijnym myślicielom. Cenzorzy byli zaszokowani moim filmem, niekoniecznie jednak z powodu ukazania przemocy na ekranie, ale raczej z powodu jej politycznej natury. Z tego powodu musiałem przemontować i na nowo zdubbingować cały film, zmieniając go w obraz feministyczny. W 1979 roku przemianował „Oscenita” na giallo, kolejną ilustrację mocnej seksualnej przemocy wobec kobiet. Trzyminutowy trailer obrazu do dziś krąży w sieci, zaś Polselli liczy na ukazanie się oryginalnej wersji na DVD.

W 1974  roku Polselli spróbował swych sił w kinie wampirycznym, tworząc „Riti, magie, nere e segrete orge nel ‘300″ („Rites, Black Magic, and Secret Orgies in 1300″), pełen przemocy i erotyki obraz, którego zaczątkiem było opowiadanie Brama Stokera. Polselli chciał w tym filmie pokazać swoje sceptyczne podejście do wampiryzmu i popularnych przesądów. Pierwsza wersja na rynek anglojęzyczny nazywała się „The Reincarnation of Isobel” i trwała 95 minut; Polselli nakręcił także z obawy przed cenzurą krótszą, 59 – minutową wersję obrazu, skupiającą się na erotyce i krwawych efektach, która krążyła na rynku pirackim, jednak nigdy nie ukazała się w oficjalnym obiegu. „Większość moich obrazów nakręciłem w trzy, cztery tygodnie. „Rites…” zajęło mi aż osiem tygodni – stał się dużym sukcesem na całym świecie. Rynek niemiecki wykazywał nim duże zainteresowanie, zupełnie jakby była to wysokobudżetowa produkcja. Kłamałem im, że była to bardzo droga produkcja, którą kręciłem w tropikalnych zakątkach. Popełniłem też dużą wpadkę, która została w ukończonym filmie – zrobiłem zbliżenie twarzy aktora na twarz z obrazu, która wyszła wprost okropnie.”

„Casa dell’amore – la polizia interviene” (1978), którego scenariusz zawiera w sobie wątki sataniczne, ukazuje kolejny raz katalog krwawych i perwersyjnych scen z udziałem nagich kobiet. Mało znany obraz w dużej części składa się ze scen wyreżyserowanych przez Bruno Vaniego, sekretarza Polselliego; nasz bohater dodał do nich nieco swojego materiału, dopisując nową historię. Trudno dziś stwierdzić, czy film ukazał się w kinach, na pewno był za to wyświetlany we włoskiej telewizji w wersji pozbawionej erotycznych scen. W 1978r. Polselli wypuścił także swoje ostatnie dzieło, „Torino centrale del vizio”, przez wielu uznawany za dokonanie Bruno Vaniego; jedyny, który został zatwierdzony przez cenzurę na rynek wideo.

W wieku 76 lat napisał jeszcze scenariusz do filmu o kickbokserach „Kicks of Fire”, w reżyserii Pasqualino Fanettiego. W planach miał także sfilmowanie „La Traviaty” wg opery Verdiego: „Jestem zmęczony kręceniem filmów, w moim wieku trudno jest już nadzorować kolejne etapy jego powstawania. Wszystko zależy od tego, jaki humor mam rano; jednego dnia czuję chęć zrobienia czegoś, innego zaś nie wychodzę z łóżka. Nowe filmy, pełne efektów komputerowych są dla mnie mało realistyczne. Reżyserzy powinni miast nich używać swojej wyobraźni. Unikam jak mogę ostatniego filmu Stivalettiego („Wax Mask”), gdyż czuję, że nie spodoba mi się. Pocięli wraz z Argento scenariusz Fulciego, co nie wyjdzie im na dobre. Ostatnie słowo chciałbym jednak przekazać wszystkim ludziom, którzy oglądają moje filmy: KOCHAM WAS!”

 

image-w240

 Renato Polselli (26.02.1922 – 01.10.2006)

 

haku

tekst jest opracowaniem wywiadu z reżyserem z 1997 roku oraz artykułu Jaya Slatera.