logo
levres-de-sang-03-g2

Halloween Horror Show – double feature

 

At Midnight I’ll Take Your Soul / À Meia-Noite Levarei Sua Alma reż. Jose Mojica Marins, 1964

1964 rok, Brazylia. Samorodny geniusz Jose Mojica Marins kręci w kilka dni wraz z grupą przyjaciół horror, pierwszy w historii brazylijskiej kinematografii. Jako iż nie skończył żadnej szkoły filmowej, wiarę w sukces swego debiutu umacnia jedynie intuicją i doświadczeniem. Od dzieciństwa tworzy bowiem amatorskie filmiki, święcie wierząc w jedną zasadę – w rzemiośle filmowym tylko praktyka czyni mistrza. Świętym Jose jednak nie jest. Jego plan to wywrócenie do góry nogami kanonów wiary katolickiej, gloryfikacja przemocy, nihilizmu, odrzucenie wszelkich pozytywnych aspektów życia. Marins jest zdeterminowany. Zapuszcza niesamowicie długie pazury, brodę, ubiera czarny kapelusz, płaszcz i wymyśla postać grabarza o imieniu Ze do Caixao – czyli Coffin Joe (po naszemu Józek Trumniarz) i gra tę rolę osobiście. Ów typ dąży tylko do jednego – do przedłużenia linii swego rodu. Niestety, jego małżonka nie jest w stanie urodzić mu potomka, więc Ze po prostu ją morduje, rozpoczynając krwawy pochód śmierci w sposób iście demoniczny: poddaje ją działaniu jadu tarantuli, kolejnej napotkanej osobie wydłubuje oczy, inną batoży… To jednak za mało dla bohatera, który niepokonany wśród ludzi, w fascynującym monologu bluźni przeciw Bogu; a że akurat mamy Noc Śmierci, odpowiedź nadchodzi równie szybko, jak oskarżenie… Jose Mojica Marins będąc świadomym siły swego obrazu stawia wszystko na jedną kartę – sprzedaje swój dom i samochód, by móc sfinansować debiut. Brazylia jest w szoku, co nie zmienia faktu, że film, zapewne również dzięki chwytliwemu tytułowi, staje się dosyć szybko wielkim hitem w całym kraju – w największych kinach jest grany po kilka razy dziennie! Reżyser z dnia na dzień z anonimowej postaci awansuje na guru ludzi zbuntowanych, myślących inaczej niż ogół, wyrzuconych poza margines społeczeństwa, którego 90% deklarowało w latach 60. wiarę chrześcijańską. Sen się spełnia. W tle wielkiego sukcesu dochodzą jednak pogłoski z planu o celowaniu z broni w kamerzystę, który odmawia nakręcenia jednego z ujęć, o wysyłaniu członków ekipy do dżungli po prawdziwe węże i tarantule, o opuszczeniu planu przez aktora, który miał grać główną rolę, o upijaniu żeńskiej części obsady. Właśnie minęło 50 lat od realizacji tego porażającego debiutu. Doceńcie więc odwagę Marinsa i szukajcie czym prędzej At Midnight I’ll Take Your Soul – w końcu Noc Duchów już tuż tuż…

haku

 

Vampyres reż. Jose Ramon Larraz, 1974

Zrealizowany w angielskim uroczysku przez zaprawionego w kinie  seksploatacji i makabry Katalończyka erotyczny horror imponuje nie tylko świetnie podaną historią i klimatem, który utrzymuje się jeszcze długo po seansie; to także film bardzo oryginalny. W tej opowieści o dwóch pięknych wampirzycach, żyjących w gorącym związku lesbijskim i wabiących (wyłącznie męskie) ofiary do swej malowniczej rezydencji, odrzucono większość typowych atrybutów. Nie ma żadnego spania w trumnach, heliofobii, przenoszenia klątwy na ofiary czy nawet kłów. Wystarcza sam głód ludzkiej krwi, sprzężony z erotyzmem o potężnej sile, który nie robi tu jedynie za uwodzicielską maskę. Jest nienasyceniem całkowicie autonomicznym. Także bohaterki, w które wcieliły się Marianne Morris i mająca polskie korzenie Anulka Dziubińska, to  żadne tam eteryczne mimozy, a kipiące żądzą i perwersją kobiety z krwi i kości.  Homo- i heteroseksualne akty miłosne, zwłaszcza z udziałem tej pierwszej, odegrane zostały z tak  zachłanną  drapieżnością, że niejedna para mogłaby sobie po czymś takim  to i owo głęboko przedefiniować. Zwłaszcza te ponure, emocjonalne kocmołuchy z zeszłorocznego The Duke of Burgundy. W filmie oczywiście nie brakuje scen gore. Wykonane są doskonale, a przede wszystkim eksplodują  znienacka, z iście bestialskim impetem. Bardzo zwierzęce. Samo nie pozbawione tajemniczości story i jego zimno-gorący, dekadencki klimat zdają się wyrastać nie tyle z ducha typowego horroru gotyckiego, co  raczej „czarnego romantyzmu” a’la Stefan Grabiński. Ale Vampyres to także film o nie gojącej się  ranie na przedramieniu jednego z bohaterów, systematycznie jątrzonej i otwieranej po kolejnym  gorącym seksie przez żądną krwi kochankę, gdy my świadkujemy postępującemu, niemal laboratoryjnie rejestrowanemu, rozpadowi jego woli i człowieczeństwa; oto unikatowa antycypacja cronenbergowskiego body horroru. Na osobną uwagę zasługuje fantastyczna operatorska praca  Harry’ego Waxmana (Wicker Man), który z równym pietyzmem potrafi pieścić miękkim rozproszonym światłem nagie ciała i twarze, co niepokoić kontrastowym światłocieniem rodem z płócien Caravaggia czy Goi. Całości dopełnia niezwykła sceneria wiktoriańskiego pałacu Oakley Court w hrabstwie Berkshire (kilka Hammerowskich horrorów też tu powstało), położonego w sercu lasu, który wydany na pastwę kanibalizmu późnej jesieni umiera na naszych oczach.

Simply

Tekst pierwotnie ukazał się na:

http://kinomisja.pl/halloween-horror-show/