logo
Pieces-620x264

Slasher, mon amour

Curtains reż. Richard Ciupka, 1983

Z całej masy zapomnianych slasherów lat 80. wybieram dziś kanadyjski Curtains, który mimo finansowej klapy oraz nieprzychylnych opinii krytyków po latach doczekał się statusu dzieła kultowego. Oparty na pomyśle scenarzysty Balu Maturalnego Roberta Guzy juniora (zostanie jednak zapamiętany jako jeden z głównych twórców opery mydlanej General Hospital), Curtainsopowiada o poszukiwaniach gwiazdy do horroru Audra, przeprowadzanych przez rozchwytywanego reżysera Jonathana Strykera (nieco zblazowany John Vernon). Realizacja filmu wydaje się być przeklęta od kiedy predestynowana do głównej roli muza Strykera, Samantha Sherwood (gwiazda The Brood, Samantha Eggar), dostaje pomieszania zmysłów przebywając w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przygotowywała się do roli. Reżyser zaprasza w międzyczasie młode gwiazdki do oddalonego od ludzkich siedzib domu w lesie, gdzie będzie mógł bezproblemowo przeprowadzić casting do swojego dzieła. Na miejscu oprócz kobiet pojawia się także Samantha, której udało się opuścić szpital. Zaczyna się gra zazdrości, wzajemnych powiązań i oczekiwań. Na miejscu jest także bezlitosny morderca, przywdziewający maskę starej kobiety, jeden z rekwizytów powstającego horroru… Uznawany za reżysera obrazu Richard Ciupka opuścił plan zdjęciowy pod koniec jego powstawania (lub, jak chcą niektórzy, został zwolniony przez producenta–współreżysera Petera Simpsona), przez co obraz jest dziś podpisany jako dzieło filmowego Jonathana Strykera. Kultowy status uzyskał dzięki świetnie zrealizowanym, choć w zasadzie bezkrwawym, scenom morderstw. W pamięci pozostaje przede wszystkim akcja na lodowisku (absolutny must see każdego fana horroru) oraz doskonały finał obrazu w upiornej rekwizytorni, pokazujący, iż panowie odrobili lekcje z Suspirii, niesamowicie budując napięcie dzięki wspaniałej grze kolorów oraz niezawodnym, podebranym Bernardowi Herrmannowi, smyczkom. Duet Eggar/Vernon sprawdza się na ekranie bardzo dobrze, zaś gwiazdka kilku innych slasherów lat 80., Lesleh Donaldson, wypada równie przekonywająco. Jak na film powstający w bólach (pierwsze sceny nakręcono pod koniec 1980 roku, przy postprodukcji pracowano przez dwa lata, by w 1983 roku wypuścić go do amerykańskich kin), Curtains ogląda się dziś zaskakująco dobrze. Atmosfera osaczenia w odosobnionym miejscu, nieuchwytny zabójca, grupka osób przeznaczona do wyeliminowania – to wszystko gatunkowe klisze, jednak tym razem jeszcze nie nużące.

haku

 

Nightmare in Damaged Brain reż. Romano Scavolini, 1981

Romano Scavolini to taki meteoryt na firmamencie ekranowego horroru. Pierwszy raz błyśnie ekscentrycznym giallo A White Dress for Mariale w 1972 r., by po dziewięciu latach zrobionym na wyjeździe Nightmare skraść serca fanów goreComeback Scavoliniego przypadł w kinie grozy  na moment przejścia z ery romantycznie eskapizujących lat 70. w swego rodzaju pozytywizm następnej dekady. W licznych slasherach groza na dobre zagnieździ się pośród banalnych realiów rzuconej na ekran codzienności statystycznego, miejskiego widza. Będzie to wymagało zmian zarówno na rzecz odrębnej estetyki obrazu, jak i samego języka filmowego. Scavolini  uchwyci w lot z miażdżąco dobrym rezultatem. Pochopnie zwolniony z wariatkowa schizofrenik George Tatum nadal śni cyklicznie powracający koszmar, w którym podpatrzony w dzieciństwie sado-masochistyczny seks kończy się dziką masakrą. Zagadkowa trauma budzi w nim niepohamowaną żądzę mordu, jednocześnie przysparzając potwornych psychosomatycznych cierpień. Narzuca to niszczącą, beznadziejnie ludzką perspektywę – w końcu nie mamy do czynienia z żadnym fantomem w  masce czy inną chujozą napędzaną paliwem komiksowej metafizyki. Za to odtwarzający główną rolę Baird Stafford momentami łudząco przypomina Antonina Artauda z Męczeństwa Joanny D’Arc Dreyera, co podkreślane jest mimiką i kadrowaniem. Swoją drogą, żeby  dać slasherowemu mordercy twarz twórcy teatru okrucieństwa… kurwa, Scavolini, dlaczego to jakaś frajernia kręci horrory, a Ty nie?! Środkowa, rozbudowana część filmu rozgrywa się w podmiejskim, rodzinnym domu Tatuma na Florydzie (gdzie tamten nieubłaganie zdąża w wiadomych zamiarach) i jest tym niewygodnym „międzyczasem”, na którym wielu reżyserów padło (choćby Joe D’Amato w Rosso Sangue). Ale nie Scavolini, który portretując pospolite życie rodzinki Tatuma wykreował absolutnie niesamowity nastrój praktycznie z niczego. W jego obiektywie trywialne zdarzenia dnia codziennego przekute zostały na złowrogie, sytuacyjne perełki – kolejne stopnie napięcia przed tym, co niebawem nastąpi. A potem eksploduje masarnia i to w najlepszym stylu ambitnego el cheapo, zakończona totalną siekierezadą, wykonaną pod okiem samego Toma Saviniego. Gdy Nightmare błyskawicznie padnie ofiarą inkwizytorów z Video Nasty, Savini po galileuszowsku się go wyprze. Przetrwały jednak zdjęcia z planu, na których pokazuje i objaśnia, co i jak z tą siekierą.

Simply

Tekst pierwotnie ukazał się na:

http://kinomisja.pl/slasher-mon-amour/