logo
Liberty-Valance-Lee-Marvin-1024x568

Człowiek, który zabił Liberty Valance’a reż. John Ford, 1962

Safandułowaty prawnik-pacyfista (James Stewart), szanowany  ranczer-rewolwerowiec (John Wayne) oraz siejący wkoło lęk i odrazę morderca, pijak i zadymiarz (Lee Marvin) – oto  bohaterowie tej historii. Wszyscy trzej, niekoniecznie z własnej woli i niektórzy  przy użyciu obcych sobie metod postępowania, uwikłają się w brutalne rozgrywki przedwyborcze, angażujące społeczność jednego z miasteczek Pogranicza. Jednemu przyniesie to śmierć, innemu zapewni dożywotnią chwałę i start do kariery, jeszcze innemu zgotuje życiową katastrofę i dozgonne poczucie pogardy do samego siebie. Początek lat 60. wyznacza kres Eisenhowerowskiej stabilizacji i Ameryka coraz gwałtowniej stawać się będzie narodem ideowo podzielonym. Western, jako wrażliwy na polityczno-obyczajowe zmiany barometr, zacznie obracać się przeciw własnemu etosowi; afirmowaniu postęp cywilizacyjnego i szlachetności intencji, aksjomatyczne przydawanej zdobywcom Zachodu. Wprawdzie anachroniczne próby reanimacji tego jeszcze nie zdeflorowanego modelu będą nadal podejmowane (choćby za sprawą landszafciarskiego „mamuta na rykowisku”(Jak Zdobyto Dziki Zachód, 1962) ale po Dwóch Obliczach Zemsty Marlona Brando (1961), western nie będzie miał już prawa być tym, czym kiedyś. Zbliżający się do końca kariery John Ford, swoim Liberty Valance’em rozwinie zainicjowany w Poszukiwaczach krytyczny dialog z własną twórczością, krzewiącą obraz Dzikiego Zachodu w wersji ad usum Delphini. W tym zaskakująco, jak na niego, cierpkim filmie, Ford odważył się zdemaskować prawdziwą substancję westernu jako takiego, kompromitując jego niezachwiany paradygmat. Bez ogródek ujawni, że brana przez wszystkich za dobrą monetę idea walki Dobra ze Złem, jest w istocie alegorią bezwzględnej walki o Władzę, tylko ujętej z punktu widzenia zwycięzców piszących historię. To także film o doświadczeniu prawdy. Ford nie relatywizuje jej, jak Kurosawa, czy Welles, u niego prawda istnieje, tylko na co komu ona potrzebna? Liberty Valance to western kameralny, niemniej brak widowiskowości wynagradza perfekcyjna dramaturgia. Od pewnego momentu niespiesznie rozwijana akcja formuje się w naładowaną skumulowanym suspensem „kronikę zapowiedzianej śmierci”, by po mocnej kulminacji, już na rozładowanych emocjach, poczęstować twistem wywracającym wszystko do góry nogami. Potem wydarzy się jeszcze sporo, lecz dopiero pod koniec dotrze do widza, że była to już tylko gorzka, długo opadająca coda. Cała trójka aktorska spisała się tu na medal, ale na prawdziwego triumfatora wyszedł Lee Marvin , któremu rola zdziczałego Valance’a zapewni bilet do gwiazdorskiej sławy.

Simply

Tekst ukazał się pierwotnie na:

http://kinomisja.pl/western-klasyczny-mon-amour/