logo
john-620x264

Cigarette Burns – reż. John Carpenter, 2005

Cigarette Burns, rozpoczynający antologiczną serię Masters of Horror, to nie tylko jeden z najlepszych odcinków cyklu, ale i najciekawszy film, jaki Carpenter nakręcił od czasu W paszczy szaleństwa. Nie bez kozery wspominam o obrazie z 1994 roku, gdyż schemat fabularny obu wyrasta z jednego pnia. W Cigarette Burns głównym protagonistą jest Kirby (Norman Reedus), właściciel kina i spec w odszukiwaniu zapomnianych filmów, który popada w tarapaty finansowe. Szansą na wyjście z nich jest przyjęcie zlecenia od tajemniczego kolekcjonera nazwiskiem Bellinger (Udo Kier). Proponuje on Kirby’emu ogromną kwotę za odnalezienie uważanego za zaginiony Le Fin Absolue du Monde, którego premierowy seans rozpętał prawdziwe piekło na sali kinowej. Wraz z bohaterem rozpoczynamy wędrówkę w poszukiwaniu jedynej kopii filmu, jaka pozostała, podróż, która przypomina narkotyczny trans z towarzyszącymi mu permanentnie „śladami po papierosach”, czyli fragmentami taśmy filmowej przypominającymi o zmianie rolki. Carpenter po latach wyrobnictwa przypomina o sobie świetnie skrojonym obrazem, w którym nie ma grama fałszywej nuty, zaś napięcie jest budowane po mistrzowsku. Niezbyt skomplikowany scenariusz oraz wątki zredukowane do minimum powodują, iż opowieść nie jest rozwlekła (w czym pomaga również godzinny format całości), fabularnie kierując się w stronę moralitetu o sile oddziaływania kina. „Każdy widzi na ekranie co innego – ale to nieważne, ważne co film robi z tobą”, przekonuje Kirby’ego zaprawiony w bojach poszukiwacz filmowej ekstremy. Wiara w to, że kino ma moc zmieniania rzeczywistości już dawno umarła, nawet pośród jego największych miłośników. Ale czy aby na pewno? Może opowiem Wam o tym, ale innym razem, teraz muszę tylko wyjąć jelita, które zaplątały mi się w projektor…

haku

Tekst pierwotnie ukazał się na:

http://kinomisja.pl/na-celowniku-john-carpenter/