logo
2183977796_011

3 kroki w gotyk (Mill of the Stone Women, Kobieta w Czerni, And Now the Screaming Starts!)

Mill of the Stone Women (1960, reż. Giorgio Ferroni)

Powstały w 1960 roku pierwszy kolorowy włoski horror to wizualna uczta dla oka, czerpiąca równie wiele z dzieł wytwórni Hammer, co z fabuły Gabinetu figur woskowych (1953) André De Totha oraz Oczu bez twarzy (1960) Georges’a Franju. Wyreżyserowany przez zapomnianego dziś Giorgia Ferroniego film jest klasyczną gotycką opowieścią grozy, w której nawiedzone zamkowe komnaty zostały zastąpione mrocznym wnętrzem tytułowego młyna. Rzecz dzieje się w holenderskim miasteczku, do którego przybywa młody student historii sztuki Hans von Arnim (Pierre Brice), w celu stworzenia dokumentacji opisującej młyn i niezwykłe rzeźby, jakie się w nim znajdują. Ich twórcą jest profesor Wahl (Herbert Boehme), który mieszka wraz ze śmiertelnie chorą córką Elfie (Scilla Gabel) oraz nadzorującym jej zdrowie doktorem Bohlem (Wolfgang Preiss, znany szerszej publiczności z wcielenia się w postać doktora Mabuse). Przyjazd Hansa wprowadza zamęt w spokojne życie miasteczka – Elfie zakochuje się w przybyszu, ten jednak ofiarowuje swą miłość Liselotte (Dany Carrel).

Miłosny trójkąt szybko zostanie przerwany śmiercią, która jednak nie zawsze musi oznaczać koniec. Doskonale stworzony klimat bezsilności i osamotnienia, jakie przeżywa Elfie, to oprócz kreacji aktorskiej także dzieło operatora Piera Ludovica Pavoniego, odważnie nawiązującego w swych kadrach do filmowego ekspresjonizmu, jak i XIX-wiecznego malarstwa (kłania się tutaj choćby Wampir Carla Th. Dreyera z 1932, ale i obrazy prerafaelitów). Główna bohaterka niesamowicie przypomina Barbarę Steele i jej rolę w Masce szatana (1960) Maria Bavy – jest nawet w podobny sposób jak księżniczka Asa przedstawiona widzowi. Pierre Brice (znany przede wszystkim z roli Winnetou) gra tutaj klasyczną postać amanta, lecz im bliżej dramatycznego końca filmu, tym bardziej jego postać się zmienia, nabiera wewnętrznego napięcia, dobrze dostosowując się do mrocznej tematyki obrazu. A ta zawiera w sobie wątki dotyczące nieśmiertelności i wręcz wampirycznej żądzy krwi, koniecznej do przetrwania piękna i życia. Film jest koprodukcją włosko-francuską, która stała się sukcesem na zagranicznych rynkach, we Włoszech przepadając jednak z kretesem. Co dziwne, gdyż jej wpływ na późniejsze filmy Riccarda Fredy czy Antonia Margheritiego wydaje się wręcz oczywisty.

Kobieta w czerni (1989, reż. Herbert Wise)

Ten brytyjski telewizyjny film grozy z 1989 roku to adaptacja młodszej o sześć lat popularnej powieści Susan Hill pod tym samym tytułem, na podstawie której powstała też jedna z najdłużej wystawianych sztuk teatralnych na londyńskim West Endzie. Popularność zyskała dzięki prostej, klarownej fabule, nawiązującej do XIX-wiecznych brytyjskich opowieści grozy autorstwa Elizabeth Gaskell i M.R. Jamesa. Poznajemy w niej młodego radcę prawnego Arthura Kidda (Adrian Rawlins), któremu zostaje przydzielona sprawa przejrzenia dokumentów i aktów własności pozostałych po świeżo zmarłej Alice Drablow. Kobieta zamieszkiwała dom na obrzeżach fikcyjnego Crythin Gifford w północnej Anglii, połączony z wioską wąską groblą, często zalewaną podczas przypływów. Po dotarciu na miejsce prawnik spotyka się z nieufnością oraz niechęcią mieszkańców miasteczka, przekonanych, iż w Eel Marsh House (tak zowie się owa posiadłość) dzieją się niesamowite rzeczy. Mimo ich przestróg Arthur decyduje się spędzić w nim kilka nocy, poświęcając się swojej pracy. Gdy na pogrzebie zauważa widmową postać kobiety ubranej w żałobne szaty (Pauline Moran) zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, mające na celu rozwiązanie zagadki tajemniczego dworu i jego mieszkańców.

Rozwijająca się niespiesznie narracja filmu prowadzi widza z hałaśliwego Londynu do małej wioski, gdzie sekrety są chowane przed dziennym światłem w nadziei na wygaśnięcie klątwy. Odosobniony dom na końcu grobli jest otoczony zalewowym terenem bagien i mokradeł z nieodłączną dla nich mgłą, wzmagającą wszechobecny klimat tajemnicy. Gdy śpiew morskich ptaków przerodzi się w płacz dziecka, a hulający wiatr zamieni się w przeraźliwy krzyk, wiemy już, że finał tej opowieści będzie tragiczny. Historia nieszczęśliwej kobiety pozbawionej syna staje się ponurym zwiastunem przyszłych zdarzeń, będąc ostrzeżeniem dla głównego bohatera, który przypłaca wizytę w miasteczku załamaniem nerwowym. I gdy wydaje się, iż najgorsze jest za nami, nadchodzi ponury finał – ostatnie minuty filmu to przejmujące w swym tragizmie spełnienie starej klątwy, która powraca w najmniej spodziewanym momencie. Film, zaprezentowany w brytyjskiej telewizji po raz pierwszy w Wigilię 1989 roku (cóż za doskonałe wyczucie!), stał się nieoczekiwanym sukcesem klasycznego i niemodnego gatunku oderwanego od współczesności.

 

haku

 

And Now the Screaming Starts! (1973, reż. Roy Ward Baker)

Późnogotycka perła z labelem aktywnego w latach 1962-77 studia Amicus Productions. Konkurująca z Hammerem na polu fantastyki i grozy niewielka wytwórnia specjalizowała się głównie w horrorach nowelowych (Gabinet Grozy doktora Zgrozy, 1965) oraz sci-fi przygodówkach (The Land that Time Forgot, 1975), chociaż trafiały się również pozycje zgoła niecodzienne, jak ekranizacja Urodzin Stanleya Harolda Pintera w reżyserii Williama Friedkina (Birthday Party, 1968).

Film Roya Warda Bakera warto obejrzeć nie tylko dlatego, że kostiumowe horrory gotyckie w ofercie Amicusa należały do rzadkości. Już samo nazwisko reżysera to w tym gatunku gwarancja inscenizacyjnej śmiałości i niepospolitych historii. Gdy czołowy Hammerowski spec od gotyckiego horroru, Terence Fisher, z powodów zdrowotnych będzie zmuszony wycofać się z branży, Baker przejmie po nim pałeczkę, tworząc jedne z najlepszych filmów pod szyldem Hammera na przełomie lat 60/70. To on sfeminizował brytyjskie kino wampiryczne inaugurując lesbijski przełom (Wampiryczni kochankowie, 1970) i rewolucję seksualną w gotyku, co natychmiast zapromieniowało na inne kinematografie. Staremu modelowi też nie przepuścił. Linię arystokratycznej niedokrwistości typową dla serii Draculowskiej sforsował w Ukąszeniach Draculi (1970), gdzie ekran spłynął czerwienią jak nigdy dotąd. O klasie And Now the Screaming Starts! nie decydują jednak ekstrema. Siła tego filmu to niekonwencjonalne potraktowanie wątku ghost story i solidna dawka krytyki społecznej, która aktywuje archetypiczny dla horroru gotyckiego lęk przed odwetem zdewastowanej moralnie przeszłości, co w wyostrzonych konturach dociera dopiero z perspektywy zwycięskiego cywilizacyjnie dnia dzisiejszego. Fabularnie jest to sparafrazowane wiktoriańskie Dziecko Rosemary. Wprawdzie nie ma nazwanego po imieniu diabła, lecz jego cyniczne i zwycięskie oblicze wyziera tu dosłownie z każdego kąta.

Poznajemy historię pięknej Catherine (Stephanie Beacham), która właśnie wprowadza się do wspaniałej posiadłości świeżo poślubionego, zakochanego w niej na zabój arystokraty (Ian Ogilvy). Już pierwszej nocy kobieta padnie ofiarą ataku irracjonalnych, ciemnych sił, materializujących się w powłoce straszliwie okaleczonego upiora. Nikt nie daje wiary jej opowieściom, ale zarazem czuć wokół jakby zmowę milczenia. Przeszłość dumnego rodu skrywa bowiem wyjątkowo plugawą tajemnicę, a seria niewytłumaczalnych wypadków zacznie układać się w kronikę samospełniającej się klątwy. O to, by Catherine pozostała nieświadoma fatalnej prawdy, zadba pełzająca, odcięta ludzka dłoń (po Gabinecie Grozy… wyraźny trademark Amicusa), a nie trzymający języka za zębami zaczną przenosić się na tamten świat.

Opowieść zachowuje umiarkowany rytm, synkopowany interwencjami koszmaru. Raz gwałtownymi, jak wyprowadzony z zaskoczenia, monstrualny jump scare na samym początku (w tamtych czasach musiało to nieźle widza grzmotnąć), kiedy indziej budowanymi powoli i nieubłaganie, czego przykładem chwytająca za gardło, paskudna scena egzekwowania ius primae noctis, co doprowadzi do konsekwencji rodem z Wołynia Smarzowskiego. Teatrem potwornych zdarzeń uczyniono malowniczy zespół pałacowy Oakley Court w hrabstwie Berkshire, znany doskonale z paru głośnych horrorów (Kobieta-wąż, Plaga żywych trupówVampyres). Świetnie skompletowaną obsadę dopełniają odrażający Herbert Lom, zgrzybiały i poczciwy Patrick Magee oraz odziany w fikuśną perukę niezawodny Peter Cushing, który wygląda tu jak ulizany kakadu. Gra sprowadzonego z Londynu lekarza, który ma zbadać cierpiącą niewyjaśnione męki bohaterkę. Oschły i delikatny zarazem podchodzi do sprawy z typowo brytyjską rezerwą, w wolnych chwilach racząc się tabaką i rostbefem na zimno z marynowanymi kalafiorkami. Gdy jednak w trakcie prywatnego dochodzenia natrafi na ukrywany przez Catherine egzemplarz Młota na czarownice z zakładką w rozdziale o seksie z demonami, szkiełko i oko nieźle mu zaparują. A kiedy pozna całą prawdę, nie będzie już tym samym człowiekiem.

 

Simply

 

Tekst pierwotnie ukazał się na Panoramie Kina:

http://panorama-kina.blogspot.com/2018/12/horrory-gotyckie-11-symfonii-grozy.html