logo
MV5BZmZjOGMxMTktMDgxNi00ZDhjLWFlNTctNDJkYTlmODAxMzJlXkEyXkFqcGdeQXVyMjUyNDk2ODc@._V1_-1024x581

„Od Gore do Gotyku” – rozmowa z Pete’em Walkerem

„Od Gore do Gotyku”, reżyser Pete Walker o swojej karierze na gruncie kina grozy.

Wywiad ukazał się w czasopiśmie Fangoria, nr 27/ 1983r.

Rozmawia Bruce G. Hallenbeck

 

Kiedy rozpocząłeś kręcenie horrorów?

Cóż, zacznijmy od tego, że wolę nazywać je filmami grozy, gdyż słowo „horror” kojarzy mi  się raczej z Hammer horrorami, a to nie jest to kino, jakie mnie interesowało. Choć to w sumie śmieszne, bo historia jednak zatoczyła koło – Dom długich cieni, czyli gotycka opowieść, nie jest tym, czym opowieści grozy czy tajemnicze thrillery były dla mnie w 1969 roku. Nie byłem zainteresowany powstającymi wtedy horrorami ani tym bardziej komediami grozy. Chciałem tworzyć współczesne filmy niesamowite, którymi miałbym do przekazania pewne oświadczenia. Dziś może to brzmieć pretensjonalnie; gdy mówię o „oświadczeniu”, myślę o obrazie, który ma w sobie pewną dozę psoty, łobuzerki. Tworząc całą serię filmów – Zmorę, Dom Pętli, House of Mortal Sin, rzeczy skandaliczne jak na czasy ich powstania, ukazałem w nich coś na kształt „zinstytucjonalizowanej” przemocy. Dom Pętli, to opowieść o kobiecym więzieniu, którą dystrybuowała American Pictures. Następny film, Zmora, był zupełnie inną historią – moim wkładem do dyskusji o obłąkanych przestępcach, którzy byli wypuszczani zbyt wcześnie z więzień, nadal owładnięci żądzą zabijania. To była tematyka, jaką chciałem zgłębiać, wszystkie moje filmy, aż do Domu długich cieni zajmowały się tą materią. Jako że dorastałem w wierze chrześcijańskiej to House of Mortal Sin był moją reakcją na to wszystko.

Czy uważasz się za twórcę spod znaku kina splatter?

Cóż, to jednak inny obszar aktywności, wiesz filmy typu Piątek 13-ego cz. 83, przerabiałem to dawno, dawno temu. Filmy te zwróciły się w stronę ekstremum – zabijanie kolejnych postaci dla ukazania samego aktu zbrodni, co nigdy moim celem nie było. Myślę, że warto bardziej dbać o postacie.

Alan Frank w swojej książce pt. Horror Films napisał o Domu Pętli: „Brytyjskie kino eksploatacji na najniższym możliwym poziomie”. Jak reagujesz na tego typu krytykę?

Każdy ma własną opinię, a on zapewne miał tutaj rację. Często odnosiłem się do tego filmu, gdyż był charakterystyczny dla mojego kina, skandaliczny, z ukazaniem scen przemocy, które jednak miały swoje uzasadnienie, nie był to rozlew krwi dla samego rozlewu.

whipcord4big

Dom Pętli (1974)

To ciekawe doświadczenie, kiedy czytasz recenzje filmów z czasów, kiedy się ukazywały. Po premierze Przekleństwa Frankensteina, była wielka nagonka na ten film, szczególności w Wielkiej Brytanii. Jeden z krytyków sugerował nawet stworzenie nowego oznaczenia: „SO” (sadist only – tylko dla sadystów). Dziś oglądany, film ten jest właściwie mroczną baśnią.

Tak, czasy zmieniają się bardzo szybko.

W recenzji Jeszcze Raz, opublikowanej w Variety, porusza się twoje szczególne upodobanie do zatrudniania w swoich filmach starszych aktorów. Co jest tego powodem?

Bardzo podoba mi się idea ukazywania ludzi będących na pozycji autorytetów, którzy mają swoje dziwactwa i mordercze skłonności, a starsi ludzie zwykle są otaczani szacunkiem i estymą. Historie młodocianych psychopatów to nie jest moje poletko. Myślę, że czujemy większe zdenerwowanie, kiedy widzimy starszych, by nie rzec wiekowych, morderców w akcji.

Myślę, że dzięki temu House of Mortal Sin ma mocniejszy wydźwięk. Morderstwa dokonywane tam przy użyciu kadzielnicy to znakomity koncept.  

Wszystkie morderstwa dokonane w tym filmie odbyły się przy pomocy sprzętu kościelnego.

Doskonały pomysł. Wkrótce potem obejrzałem Piątek 13-ego i zbrodnie dokonywane przez dorosłą osobę wydały mi się dużo ciekawsze niż te dokonywane przez zaatakowaną przez trądzik młodzież. A jak sytuacja wyglądała w wypadku The Flesh and Blood Show?

To była praca zespołowa. Film o grupce młodych aktorów zwabionych do nadmorskiego kurortu w celu przeprowadzenia prób w starym teatrze znajdującym się na końcu mola, charakterystycznym dla angielskiego krajobrazu. Mamy w Anglii podobne mola jak słynna Santa Monica w Kalifornii, z tym, że na końcu naszych często budowało się teatry, jeszcze za czasów wiktoriańskich. Filmowy teatr stoi opustoszały od 40 lat, kryjąc w sobie zbrodniczą historię. Gdy przybywają do niego młodzi aktorzy, jeden po drugim zaczynają znikać. To klasyczny whodunit zanurzony mocno w klimacie Dziesięciu Murzynków Agathy Christie.

W obsadzie pojawia się m.in. atrakcyjna Jenny Hanley – kilka takich twarzy udało ci się wyłowić z tłumu młodych aktorek.

Tak, choć w zasadzie dzięki przypadkowi kilka takich młodych osób rozpoczynało karierę m.in. w moich filmach, jak choćby Susan George w Die Screaming Marianne, czy późniejsza żona Petera Sellersa, Lynne Frederick w Schizofrenii.

house of long shadows

Dom Długich Cieni (1983)

Kto zasugerował Ci nakręcenie Domu Długich Cieni?

Sam sobie to zasugerowałem. Prowadziłem właśnie rozmowy z Menahemem Golanem z Cannon Films na temat mojego projektu z Jenny Craven. I wtedy pojawił się Michael Armstrong (scenarzysta Domu…-przyp.haku). Golan stwierdził, że horror gotycki może powrócić w niezłym stylu, a od 10 lat nic nowego nie weszło na nasz rynek. Myślę o horrorze w stylu wytwórni Hammer. Golan zasugerował jedynie umieszczenie w filmie tych klasycznych aktorów. Wtedy powiedziałem, że jeżeli miałbym to kręcić, film musiałby mieć klimat nostalgii za starymi latami. Oczywiście nie ma sensu na nowo tworzyć The Old Dark House, gdyż oryginału i tak nie przebijemy.

W 1963 roku wytwórnia Hammer nakręciła komediowy remake tego filmu.

Tak. Miałem jednak w pamięci sztukę teatralną Seven Keys to Baldpate, do tej pory trzykrotnie ekranizowaną raczej z mizernym skutkiem. Nie była to opowieść grozy, historia działa się jednak w starym hotelu. Przepisaliśmy ją i przetworzyliśmy, dodając kilka nowych pomysłów, w sam raz dla prawdziwych miłośników kina. W każdej z filmowych wersji tego dzieła powtarzało się jedno ujęcie – stworzyłem je również na potrzeby mojego obrazu, który jest pełen takich mrugnięć do widza.

Nie widziałem żadnej poprzedniej wersji…

Wiele nie tracisz.

Opowiedz o współpracy na planie z Vincentem Price.

Wspaniały człowiek, klasyczny przykład gwiazdy filmowej. Dżentelmen, gotowy do współpracy, profesjonalista w każdym calu. Wiesz, zwykle o aktorach którzy nakręcili tyle filmów myśli się, że podejdą do kolejnego w zblazowany sposób, a tak naprawdę ich podejście to lekcja dla każdego młodego aktora. Entuzjastycznie nastawieni do pracy, każdy znał swoje kwestie, zawodowcy.

Kilka lat temu spotkałem w Nowym Jorku Petera Cushinga. Uważam że to absolutnie czarujący dżentelmen. Czy praca z nim przebiegała w równie prosty sposób, jak mówią?

Oczywiście. Wspaniała postać.

Słyszałem że ma pseudonim „gadżeciarz” z uwagi na to, że często przybywa na plan z różnymi rekwizytami dodatkowymi i uwielbia improwizować?

Uwielbia pracować nad postacią, nadawać jej dodatkowy wymiar, tworząc ją na nowo podczas zdjęć.

To pierwsze spotkanie Cushinga i Lee po ponad 10-ciu latach.

Tak, ponowne spotkanie po latach. Widać było między nimi wielką zażyłość, prawdę mówiąc nie musiałem nimi kierować, umieściłem tylko kamerę we właściwym miejscu i dałem im wolną rękę.

House of the Long Shadows 1983 movie pic

Dom Długich Cieni (1983)

 W filmie nie użyto żadnych komputerowych efektów specjalnych?

Tak, wszystkie ujęcia są nakręcone kamerą, krwawe efekty także.

Dom długich cieni to parodia, czy jednak rzecz bardziej na serio?

Jak wcześniej wspomniałem to utwór nostalgiczny z elementami humorystycznymi, w zasadzie nie horror. Raczej gotycki dreszczowiec. Z kilkoma niespotykanymi twistami.

Dużo mniej w nim efektów gore niż w twoich poprzednich filmach. Jak myślisz, czy to nowy trend? Powrót w stronę gotyckich opowieści?

Nie mam pojęcia, nie mnie o tym sądzić. Wiem jednak, że nie chcę ścigać się z popularnymi obecnie trendami w tym gatunku. Rozpocząłem tworzenie krwawego kina na początku lat 70., a teraz wokół wszyscy to kręcą, według mnie większość robi to źle, choć zdarzają się efektowne sceny. Ja jednak chciałem zwrócić się do przeszłości.

Zawsze byłem fanem brytyjskiej grozy.

Te filmy dobrze radzą sobie na rynku amerykańskim, gdyż u was nie ma 300 letnich domów i tej tradycji grozy jaka jest w Anglii.

Czy możesz wymienić swoich ulubionych reżyserów?

Bardzo cenię dokonania Briana De Palmy, choć nie jest świetnym opowiadaczem historii, to jednak znakomity stylista. Wie, jak sprawić, by ludzie podskakiwali z wrażenia.

Jakie masz plany na przyszłość?

Cóż, w chwili obecnej pracuję nad kilkoma projektami. Póki jednak nie rozpocznę kręcenia, nie chcę się o tym wypowiadać.

Czy możesz nam powiedzieć chociaż, czy są to filmy grozy?

Tak, mieszczą się w tym gatunku. Utknąłem i będę je kręcić do końca życia.

Nie do końca ci się to podoba?

Tylko żartuję, kocham tą pracę.

A czy jestem fanem horrorów?

Oglądam je rzadko. Lubię tylko nad nimi pracować.

9999

 Tłumaczenie i opracowanie: haku