logo
Slide-Trash_grande

Halloween Horror Show IV

1973 – The Hunchback of the Morgue (reż. Javier Aguirre) – Simply

image-w1280

Grindhouse’owy flick wprost z gorącej Hiszpanii i nieodrodny bachor swoich czasów. Dzieło Javiera Aguirre z całym zwyrolskim eklektyzmem łączy garść klasycznych dla kanonu literatury gotyckiej i romantycznej motywów z mającym wszelkie kompromisy głęboko w eksploatacyjnej dupie, hardym duchem lat 70. Na pierwszym planie szaleje gwiazda numer jeden iberyjskiego kina wilkołaczo-wampirycznego Jacinto Molina vel Paul Naschy, także współscenarzysta. Tu wciela się w tytułowego garbusa Gotho, pracownika miejskiej kostnicy; obiekt pogardy i popychadło tłuszczy, podobnie jak jego praszczur Quasimodo. Na domiar złego, biedak nieszczęśliwie zakochuje się w nieuleczalnie chorej, eterycznej Ilse (Maria Elena Arpon). Gdy jego pani umiera, garbus wykrada zwłoki (niestety, Ghoto jest rycerskim, trashowym romantykiem, więc żadnej nekrofilii nie będzie). Jego jedyną nadzieją pozostaje już tylko szalony doktor, prowadzący obmierzłe i urągające naturze eksperymenty w zaciszu lochów po Świętej Inkwizycji. Naukowiec obieca mu przywrócić zmarłą do życia, lecz będzie to miało swoją cenę. Naiwny Ghoto przystanie na ten pakt z diabłem, który uczyni go seryjnym mordercą, porywaczem i hieną cmentarną. Jednocześnie sentymentalny garbus wciąż będzie przynosił świeże kwiaty i składał je u wezgłowia coraz bardziej rozkładającego się ścierwa swojej jedynej miłości. A moment gdy i to utraci, uderzy rzadko w kinie spotykanym przeskokiem z czystego, prosektoryjnego liryzmu w okrutny, knajacki humor. Wyzwoli to wybuch rozpaczy, której sprawcy zapoznają się z nieludzką siłą garbusa, kwasem siarkowym, a nawet „żelazną dziewicą”. Film jest sprawnie wyreżyserowanym, sunącym w wartkim rytmie wehikułem taniej sensacji, perwersji, makabry i love story dla służb domowych, zapunktowanym paroma kapitalnymi scenami gore. Nie zabraknie też elementów lovecraftiańskich, gdy w końcu światło dzienne ujrzy owoc pracy doktora-psychola: kreatura o barwie i konsystencji kupy po szpinaku, wprost z najdzikszych snów Marka Piestraka. W jednej ze scen wykorzystano autentyczne zwłoki, a Naschy (jak podają źródła, po niezbędnych paru głębszych) dokonuje tu prawdziwej dekapitacji! Jednak osoby wrażliwe sięgając po ten film winny być świadome zagrożenia, jakie niesie akurat inna scena. Stado głodzonych wcześniej szczurów, które z wściekłością atakuje głównego bohatera (mimo zabezpieczeń, Naschy musiał wziąć potem serię bolesnych zastrzyków) zostaje spalone żywcem. Moment należy do wybitnie drastycznych i może być poważnym testem odporności nawet dla zaprawionych wyjadaczy. Upiorny czyn przeszedł bez konsekwencji karnych, gdyż hiszpańskie prawo nie zabraniało wtedy czegoś takiego.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Kinomisja.pl