logo
22632905893

Na celowniku: Piotr Szulkin

2003 – Ubu królKuba Haczek

unnamed

Ostatni pełnometrażowy film Szulkina, o którego realizację zabiegał prawie dziesięć lat, jest adaptacją dramatu Alfreda Jarry’ego, który powstał jako szkolny wygłup grupki kolegów, pozostając po dzień dzisiejszy niesamowicie aktualną satyrą polityczną, groteskowo ukazującą proces rodzenia się władzy i jej szybkiej degeneracji. Dla naszego reżysera, który określał się uczniem Jarry’ego, ekranizacja ta była spełnieniem marzeń. Dziś, niestety, jest podsumowaniem drogi tego enfant terrible polskiego kina, który, nieoczekiwanie dla siebie, stał się jego klasykiem. Dziejąca się „w Polsce, czyli nigdzie” (za czasów pisania sztuki, Polska nie istniała na mapie Europy) historia dojścia do władzy tytułowego Ubu, jest nadal niesamowicie aktualna, niezależnie od kraju i opcji politycznej w nim rządzącej. Szulkin nawiązuje do współczesnych wydarzeń, czy to w detalach, czy w scenografii (milicjanci z pałkami w rękach, politycy z wyraźnie zaznaczonymi krajami pochodzenia), nie zawsze jednak zachowując odpowiednie proporcje między świadomym kiczem a artyzmem. Gdy w obrazie pojawiają się (wyśpiewane i odtańczone przez głównych bohaterów) piosenki – klucze do zrozumienia dzieła, jak i deklamowane wiersze, robi się nieco zbyt dosadnie i momentami wręcz tandetnie. Na szczęście, mimo tych minusów, satyra nie obraca się przeciw twórcy, a to zarówno dzięki doskonałym rolom Jana Peszki, Katarzyny Figury czy choćby Wojciecha Siemona, jak i kostiumom czy ciekawie zrealizowanej scenografii Agnieszki Zawadowskiej i Krzysztofa Benedeka. Oglądany dziś, 15 lat po premierze, Ubu król obnaża nasze narodowe bolączki, z którymi nie jesteśmy nadal w stanie sobie poradzić, nie pozostawiając nikogo z widzów obojętnym. A na tym zawsze najbardziej zależało Piotrowi Szulkinowi.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu kinomisja.pl