logo
johnny_firecloud_10_1050_591_81_s_c1-1024x576

Johnny Firecloud – reż. William Allen Castleman, 1975

Brutalne kino indiańskiej zemsty przez najstarszych górali zapomniane już wieki temu. Reżyser Castleman spłodził tylko trzy filmy i zniknął bez śladu, za to nazwisko producenta Davida F. Friedmana po dziś dzień wymawiane jest przez  przez maniaków kina eksploatacji z nabożną czcią. Friedman to w końcu ojciec, czy bardziej akuszer, kina gore. Wyprodukował wczesne filmy H.G. Lewisa i pierwsze w historii nazisploitation (Love Camp 7 Lee Frosta , 1969); gatunek,  w którym z czasem powoła też do życia rzecz bodaj najwybitniejszą, Elsę – wilczycę z SS ( ten sam rocznik, co omawiana pozycja). Johnny Firecloud to  naszpikowana gwałtem i przemocą  typowo grindhouse’owa obskura, gdzie bolesny i bardzo aktualny temat potraktowany został z ekstremalnym radykalizmem. Jak przystało na tego typu kino, twórcy nie bawią się w cyzelowanie moralnych półtonów, granica między dobrem i złem wyrąbana zostaje jednym ciosem siekiery. Tytułowy bohater (Victor Mohica), Apacz z Arizony, wraca  na stare śmieci wprost z wietnamskiego piekła. Rolę  ,,komitetu powitalnego” odegra pierwszy napotkany patrol drogówki, który potraktuje go niczym Johna Rambo. Gliniarze bez zdania racji wywloką weterana z pickupa, zrewidują i wlepią mandat za brak tylnego światła, roztrzaskanego policyjnym butem na jego oczach. Ziomkowie Johnny’ego  gniją w rezerwacie, spędzając dni na przyzbach mikroskopijnych parceli z papierowymi torbami w dłoniach i entropią w wymarłych oczach; panteistyczni animiści, którym utrata świętej dla nich przestrzeni fizycznej przyniosła automatyczną śmierć duszy, skazując na doczesną zombifikację. W okolicy władzę sprawuje klika rozwydrzonych rednecków-rasistów, którym przewodzi niejaki Colby (odpychający Ralph Meeker). Johnny, uwiedziony podstępnie przez jego córkę-alkoholiczkę (z którą miał szybki romans przed wojskiem) zostaje oćwiczony jak pies i zamknięty w celi szeryfa za gwałt.  Gdy jego dziadek, przeżarty alkoholem Chief White Eagle, poniesie śmierć w wyniku okrutnej zabawy motłochu, Johny wykopie topór wojenny i niczym kieszonkowy Geronimo ruszy na samotną wojnę. Jednak w odróżnieniu od starszego kolegi z  Chato’s Land  (1972) wzgardzi bronią palną, wybierając wyłącznie slasherowe modus operandi : będzie skalpował, dziurawił czaszki toporem, oślepiał i zarzucał na delikwentów worki z grzechotnikami. Finał tej ponurej historii okaże się jednak sporą niespodzianką (i polemicznym nawiązaniem do głośnego Był tu Willie Boy Abrahama Polonsky’ego, 1969).  Wbrew obowiązującym w latach 70. trendom, w rolach Indian wystąpili Portorykańczycy (Mohica) oraz Italo-Amerykanie (Frank de Kova). Wyjątkiem jest grająca siostrę Johnny’ego piękna Sacheen Littlefeather, której imponujące silikony (rzadkość w tamtych czasach) można podziwiać w scenie zbiorowego gwałtu, dokonanego  przez ,,białe śmieci” Colby’ego.  To właśnie ona  w imieniu Marlona Brando odmówiła przyjęcia statuetki za rolę Don Vita Corleone podczas oscarowej ceremonii w 1973.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Kinomisja.pl