logo
Dark-Waters-1140x641

Dark Waters – reż. Mariano Baino, 1993

Dark Waters, debiut reżyserski Mariano Baino i do dziś jego jedyny film pełnometrażowy, to jeden z najważniejszych horrorów lat 90-tych. Nakręcony w dekadzie, kiedy włoskie kino gatunkowe właściwie już nie istniało, stał się pierwszym filmem,  który powstał na Ukrainie po rozdziale od Związku Radzieckiego. Ta oniryczna podróż do tajemnic dzieciństwa, przepełniona  rytualnym pojmowaniem zasad rządzących światem, pozostaje po dziś dzień doskonałym przykładem kina grozy powstającego z dala od dużych wytwórni i wielkich budżetów. Nie jest to ekranizacja opowiadań Lovecrafta sensu stricto. Fabuła reinterpretująca wątki Widma nad Innsmouth traktuje o odkrywaniu własnej tożsamości, powrocie do własnych korzeni i niemocy ucieczki od przeszłości. Główna bohaterka, Elizabeth, przypływa po wielu latach na odosobnioną od świata wyspę, gdzie chce rozliczyć się ze swoją przeszłością – klasztor będący miejscem jej narodzin jest siedzibą zakonu, finansowanego przez jej ojca. Po przybyciu na miejsce, przeszłość uderza w kobietę ze zdwojoną siłą. Wracają wspomnienia z dzieciństwa, pełne tajemniczych obrazów, które powoli układają się w mroczną całość. Okazuje się iż w klasztorze trwa kult zapomnianego przez ludzi boga, któremu cześć, w mających pradawną formę rytuału procesjach, oddają zakonnice. W katakumbach ukrywa się ślepy starzec malujący okrutne kaźnie, zaś ludzie mieszkający na wyspie również przejawiają mordercze skłonności. Już w prologu Baino doskonale wprowadza widza w wykreowany przez siebie i operatora Alexa Howe świat: kolejne kadry  przypominają bluźniercze sekwencje z największych dzieł kina nunsploitation. Nie ma tu jednak miejsca na tak częsty w tego typu kinie kicz: dla Baino liczy się przede wszystkim powolne budowanie klimatu narastającej tajemnicy, podsycane idealnie współgrającą z obrazem muzyką Igora Clarka. Z pozornie ogranych wątków Włoch tworzy oryginalną całość, pozbawioną fałszywych nut. Hołd dla włoskich mistrzów, a zarazem kino twórcze, pomysłowe i wciągające. Nie tylko dla fanów Lovecrafta.

 

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Kinomisja.pl w podsumowaniu „Lovecraft mon amour”