logo
pagan

Kinski Paganini – Spowiedź genialnego Diabła – reż. Klaus Kinski, 1989

Rozbuchany zboczeniec, podobno jest nawet mordercą. Zdecydowanie heretyk! Bezbożny rozpustnik! Podnieca go sam widok niewinnego ciała… Nagle na scenie pojawiła się postać jakby wprost z piekła. Głowa ze straszną twarzą i cynicznie wykrzywione usta, połyskiwały blado w mroku. W ruchach miał dziwną sztywność i coś tak zwierzęcego, że publiczność czuła się zakłopotana. Niezatarte ślady głębokiego cierpienia, geniuszu i otchłani piekielnych widniały na jego obliczu. Wyglądał tak groteskowo i nędznie, że tylko współczucie nie pozwoliło mi się śmiać. Od kogo wziął te ruchy? Od jakiejś mechanicznej lalki. Wampir ze skrzypcami, wysysający nie krew z naszych serc, a pieniądze z naszych kieszeni. Lecz uczucie to pierzchło, gdy mistrz zaczął grać… Czuję to samo podniecenie, ten sam dreszcz…

O kimże te barwne frazy tak płyną? O Niccolo Paganinim – włoskim wirtuozie skrzypiec, żyjącym w latach 1782 – 1840, który rozpalał namiętności melomanów i kobiet w europejskich salach koncertowych? Muzyku, który najpierw otrzymał Odznakę Złotej Ostrogi od Papieża, by po śmierci nie móc spocząć w poświęconej ziemi, z powodu rzekomych konszachtów z diabłem, pono wspomagające jego talenty? To oczywiście czarna legenda Paganiniego, który rzeczywiście sam wyglądał jak diabeł, korzystał szczodrze z wdzięków miłośniczek swego smyczka, i – rzecz jasna – grał obłędnie, wykorzystując nie tyle szatańskie konszachty, ile szeroki rozstaw palców u dłoni, pozwalający objąć mu aż trzy oktawy na strunach swych skrzypiec.

Czy może są to epitety odnoszące się do innego geniusza? Geniusza aktorstwa scenicznego i filmowego, który,  również odstręczającej konduity, szatańskich apetytów seksualnych, ale i wielkiego talentu, zapisał swe nazwisko złotymi zgłoskami w księdze XX wiecznej sztuki? Życiorysy obydwu postaci splatają się w nierozerwalnym węźle filmowym, jakim jest Kinski Paganini – ostatni film, w jakim wystąpił Klaus Kinski i pierwszy, który wyreżyserował.

paganini (5)

Projekt filmu chodził za aktorem od lat, kiedy zafascynowany szalonymi, filmowymi biografiami Kena Russella z lat 70., zwłaszcza Kochankami muzyki (1970) – wydobywającymi na światło dzienne tragedię niepogodzonego ze swym homoseksualizmem Czajkowskiego – postanowił stworzyć filmową biografię Paganiniego, z którym, jako niespełniony muzyk (całe życie chciał być wirtuozem fletu) się identyfikował. Najpierw chciał, by napisany przez siebie scenariusz (oparty, o czym w gotowym filmie się nie wspomina, na powieści rosyjskiego pisarza Anatolija Winogradowa, zresztą przeniesionej na ekran w formie radzieckiego serialu w latach 70.), wyreżyserował Werner Herzog, ale ten określił tekst Kinskiego jako gówno, którego nie da się sfilmować, więc Klaus próbował jeszcze z kilkoma reżyserami (m.in. z Andrzejem Żuławskim, który stwierdził, że aktorowi marzyło się porno z biegającym po planie Paganinim z fiutem w ręku zamiast skrzypiec). W końcu reżyserować miał znany francuski aktor Bernard Blier, ale nie mogąc porozumieć się z Kinskim, zagrał jedynie w jego filmie epizodyczną rolę księdza, wyrzucanego przez Paganiniego znad swego śmiertelnego łoża.  Wreszcie, w 1989 r., aktor sam podjął się karkołomnego zadania wyreżyserowania, zagrania głównej roli i zmontowania filmu o życiu, twórczości i śmierci swego muzycznego idola. Na projekt Kinskiego zrzuciło się kilkoro znanych producentów filmowych, a także stawiająca w biznesie filmowym swe pierwsze kroki wnuczka wielkiego Alberto Grimaldiego, Eva (zresztą zagrała również w filmie, i jej obecność w projekcie przyniosła wiele problemów Kinskiemu, któremu producenci wytoczyli proces sądowy za zdefraudowanie środków i stworzenie filmu pornograficznego).

Czymże jest ów łabędzi śpiew wielkiego aktora, jeśli nie audiowizualnym szaleństwem, ponad 90-minutowym teledyskiem, do obszernych fragmentów Koncertu na skrzypce i orkiestrę Op. 6, gdzie życie Paganiniego ukazane jest jako rodzaj muzyczno – seksualno – skandalicznego transu, w którym Paganini albo rżnie tęgo na skrzypcach, albo tęgo rżnie tabuny kobiet, w mniej lub bardziej malowniczych okolicznościach przyrody, prawie zawsze filmowanych w zwolnionym tempie, by obfite kształty aktorek falowały malowniczo na tle toskańskiego nieba, lub w oświetlonych świecami wnętrzach weneckich pałaców. Jednak nawet najbardziej barwne epizody ukazane w filmie, nawiązują do prawdziwych wydarzeń z życia Paganiniego, jak choćby związek ze śpiewaczką operową Antoniną Bianchi (hojnie obdarzona przez naturę Debora Caprioglio, naonczas kochanka Kinskiego, zagrała później u Tinto Brassa w filmie Papryka z 1991r.), z którą wirtuoz spłodził syna (w tej roli syn Klausa, Nikolai). Ale i tak mamy do czynienia z nieposkromionym, filmowym żywiołem, w którym ujęcia z sali koncertowej przeplatają się ze scenami onanizujących się kobiet (obserwujących z kolei kopulujące wierzchowce), sekwencje niesymulowanego seksu (głównie oralnego, przede wszystkim w wykonaniu Paganiniego/Kinskiego atakującego łakomie kobiece krocza), przy wtórze frenetycznej muzyki, wykonywanej przez maestro Salvatore Accardo i (sic!) Londyńskich Filharmoników (podobno mistrz Accardo nie zobaczył gotowego filmu, być może to uratowało Kinskiego przed kolejnymi pozwami).

ppp

Nic więc dziwnego, że skończone dzieło Kinskiego, pokazywane w Cannes stało się przyczynkiem do bitwy reżysera – aktora z krytykami i producentami. Co ostatecznie spowodowało skrócenie filmu o prawie kwadrans (w 2003 r. na potrzeby wydania DVD odrestaurowano w miarę pełną wersję), a jak twierdzą niektórzy, w konsekwencji zawałową śmierć twórcy Paganiniego.

A jednak ten filmowy chaos, wyrodzony z rozgorączkowanego umysłu (i zapewne trzewi) Klausa Kinskiego, choć wciąż jest filmem, którego lektura wymaga od widza – nawet kochającego kino piękne inaczej –  sporej dawki tolerancji (zwłaszcza jeśli nie przestanie się śmiać, po scenie ukazującej – przepraszam za dosadność, ale inaczej nazwać tego nie sposób – dupcenia przez Paganiniego swej żony w leśnym zagajniku: polegającej m.in. na miarowym zanurzaniu głowy przez bohatera w wypięte pośladki swej połowicy, ustawionej w pozycji strusia chowającego głowę w piasek), stanowi rzecz wręcz obowiązkową, zwłaszcza dla miłośników aktorskiego rzemiosła Klausa Guntera Karla Nakszynskiego.  Po pierwsze, paradoksalnie, ta rozchybotana, niekoherentna, spazmatyczna wizja filmowa oddaje wewnętrzną rzeczywistość Paganiniego – geniusza oklaskiwanego przez tłumy, ale przecież leczonego na syfilis morfinisty, stąd jego percepcja z pewnością była dokładnie taka, jaką pokazuje film: znacząco odbiegająca od postrzegania normalnego człowieka. Wrażenie, że tak naprawdę widzimy życie Paganiniego niejako jego chorymi oczyma, potęguje fakt, że właściwie jest on obecny w każdej scenie filmu, a nawet mamy sugestię wychodzenia z ciała duszy zmarłego wirtuoza, odbywającego swą pośmiertną podróż wraz ze swą ukochaną żoną w weneckiej gondoli. W tej perspektywie, wzmocnionej jeszcze sceną otwierającą film, ukazującą kompozytora na łożu śmierci, Kinski-Paganini  jawi się jako rodzaj wewnętrznej, przedśmiertnej wizji skołatanego umysłu bohatera, przeczuwającego swój kres i starającego się dokonać rachunku sumienia podsumowującego całe swoje życia.

Po drugie, niczym rzeźnicki nóż, ostatnie dzieło Kinskiego, ruchem zamaszystym i odważnym, otwiera przed widzem wnętrze wielkiego artysty, ukazując, z czego rodził się geniusz przecież nie tylko jego, ale wszystkich Monstres Sacrés tej najbardziej dojmującej sztuki. Nie tylko, choć przede wszystkim, filmowej. Świętych Potworów, którzy fekalia swego nieunormowanego życia (zwłaszcza seksualnego), przemieniali, w alchemicznym naczyniu sztuki, w czyste złoto artystycznej kreacji. Kinski Paganini, filmowy testament Klausa Kinskiego, jest więc w swej istocie na swój sposób porywającym i porywająco grafomańskim (choć jednocześnie zaskakującą szczerym) filmowym poematem, stającym się równocześnie pełną rozkoszy i cierpienia spowiedzią artysty. Czy ostatecznie, przynosi mu ona  rozgrzeszenie?

Profesor Cletus (Piotr Kletowski)

paganini (2)

Debora Caprioglio w pełnej krasie