logo
android (1)

Dajcie mi głowę Klausa Kinskiego: Android (reż. Aaron Lipstadt, 1982)

U zarania przedostatniej dekady XX wieku Klaus Kinski odrzucił angaż do Poszukiwaczy zaginionej Arki i stracił tym samym niepowtarzalną szansę na akces do Kina Nowej Przygody. Nie znaczy to bynajmniej, że z miejsca skreślił rozpościerające się świeże horyzonty. W latach 80. zagrał w dwóch tytułach z akcją osadzoną w przestrzeni kosmicznej – Androidzie (1982) Aarona Lipstadta oraz Potworze (1985) Williama Malone’a; acz były to oczywiście tanie produkcje wyrosłe w cieniu szturmujących ekrany hitów. O ile film Malone’a to w głównej mierze podróba Obcego, tak ten podpisany przez Lipstadta stanowi przykład rzadkiego obecnie podejścia do gatunku science fiction, kiedy to opowieść nie dryfuje wyraźnie w stronę horroru, ani nie jest wciśniętym w futurystyczny sztafaż akcyjniakiem.

Rozpisana na kilkoro bohaterów historia rozgrywa się we wnętrzu stacji, którą zamieszkuje Dr. Daniel (Kinski) wraz z Maxem 404; robotem o aparycji niezdarnego, patykowatego młodzieńca. W tę postać wcielił się debiutujący jako aktor i współscenarzysta Don Keith Opper, pamiętny nieogar Charlie z serii Critters (1986-1992). Co osobliwe, nie wymieniony w obsadzie z nazwiska – napisy informują, że rolę otrzymał Max we własnej osobie. W każdym razie android nie śni o elektrycznych owcach, lecz ma zdrowsze ciągoty – marzy o samicy z gatunku homo sapiens; póki co może taką oglądać wyłącznie na materiałach do seks-edukacji. Sytuacja ulegnie zmianie wraz z pojawieniem się trójki zbiegłych kryminalistów. Krewki maczomen Mendes (Crofton Hardester) oraz niewysoki, szemrany facecik Keller (Norbert Weisser, drugoplanowy Albert Hujar z Listy Schindlera) nie budzą zaufania nawet pod przebraniem. Gospodarz pragnie czym prędzej pozbyć się nieproszonych gości, ale jego nastawienie zmienia się diametralnie, gdy tylko zauważa uroczą brunetkę, Maggie (wypatrzona na przyjęciu perkusistka sesyjna Brie Howard). Doktor czyni użytek z zainstalowanej w sypialni kamery i systemu termowizji, niemniej to zainteresowanie młodym ciałem ma podłoże ściśle zawodowe. Pracuje on właśnie nad żeńskim androidem kolejnej generacji, Cassandrą (jednorazowy flirt z aktorstwem niejakiej Kendry Kirchner) i nowoprzybyła dziewczyna może być dla niego na swój sposób użyteczna…

android (8)

Klausa, jako zatraconego w wątpliwych moralnie eksperymentach babaistę, mogliśmy uprzednio podziwiać w anturażu gotyckim (kłaniają się Joe D’Amato i Sergio Garrone); tutaj bulgoczące fiolki zastąpiono pikającymi komputerami, lecz nie zabrakło szczypty sleazu i odrobiny staromodnej szowinistycznej chamówy. Ponętna cyborżyca ledwo stanie na nogach, a już jej stwórca pcha łapy do kompaktowych cycuszków. Słowem: Kinski jak to Kinski! Ujrzymy go także w rajskiej scenerii tropikalnego ogrodu, w wydaniu nieporadnie szarmanckim – podczas sabotowanej przez niewdzięcznego pomagiera kolacji z Maggie. Najbardziej zaskakuje scena z oddzielonym od ciała, przemawiającym czerepem. John Carl Buechler, legendarny spec od kleconych z „niczego” efektów, sprokurował animatroniczną kopię głowy niemieckiego skandalisty, ale w kluczowym momencie widzimy en face prawdziwą twarz w pomysłowym, trickowym ujęciu. O dziwo, lateksowa łepetyna przetrwała i po trzydziestu dwóch latach od premiery wychynęła na internetowej aukcji.

Buechler przygotował też makietę potylicy Maxa z charakterystyczną, odsuwaną pneumatycznie klapką, za którą migotają obwody. Cześć rekwizytów znalazła dowcipne zastosowanie, jak wtedy, gdy szykujący się do podróży na Ziemię android pakuje do walizki zapasowe oko i komplet wymiennych palców, wydobywając nienachalny humor, którym nasączono fabułę. Kreatywne wykorzystanie skromnych środków pozwala zręcznie balansować nastrojem. Kiedy pozbawiony peruki asystent podlega przeprogramowaniu w tryb elektronicznego mordercy, wystarczy lekka modyfikacja sposobu oświetlania (tak, aby światło padało pionowo na czubek glacy, a oczodoły zmroczniały) i pocieszna chwilę wcześniej fizjonomia nabiera nagle złowrogiego, odhumanizowanego wyrazu, przywodząc wręcz na myśl psychotroniczne odpały rozmiłowanego w łysolstwie sowieckiego sf spod znaku Spotkania na Kasjopei (1974). Nad designem po części czuwał – jako konsultant – James Cameron, terminujący wówczas u Rogera Cormana przy dziełkach pokroju Galaktyki grozy (1981). Dopracowane miniatury pojazdów powinny ucieszyć miłośników analogowej magii, część kadrów wykorzystano powtórnie w czwartej odsłonie Critterów (reżyser „Jedynki”, Stephen Herek, był tu asystentem montażysty). Mimo typowych dla stajni New World Pictures wątłych nakładów finansowych i krótkiego okresu zdjęciowego, jest to rzecz zrobiona z sercem i inwencją. Lipstadt dopiero rozpoczynał przygodę z kinem, można więc wyczuć entuzjazm nowicjusza. Niestety, wspólnie z Opperem zrealizował później jeszcze tylko Granice miasta (1985), poczym przepadł przy serialowej chałturze w telewizji. 

android (7)

Nieszablonowe autorskie podejście ujawnia dobór muzyki. Pomiędzy syntezatorowe ilustracje Dona Prestona, raczej spodziewane w fantastyce naukowej z tamtej epoki, wrzucono Django Reinhardta i soulowego Bobby’ego Moore’a, zaś It’s A Man’s Man’s Man’s World Jamesa Browna zmontowane z fragmentami oglądanego przez Maxa Metropolis (1927) to błyskotliwe zagranie znamionujące filmową samoświadomość. Jednak istnym strzałem w dziesiątkę okazał się arcychwytliwy, instrumentalny temat Sergio Leone grupy The Fibonaccis. Zadawałoby się, że wyjęte z kompletnie innej bajki spaghetti-westernowe dźwięki powinny zgrzytać z estetyką, a tymczasem – wybrzmiewając na tle opustoszałych kabin i korytarzy – idealnie punktują finał, podkreślając jego przewrotną ironię.

Debiut Aarona Lipstadta trafił do kin parę miesięcy po Łowcy androidów Ridleya Scotta. Obydwa poruszają właściwe dla cyberpunku kwestie, ale czynią to w odmiennym stylu. W tej b-klasowej perełce, w odróżnieniu od dystopijnego neo-noir, „duch w maszynie” ożywa na modłę obrazów o dorastaniu (z angielskiego coming of age). Klaustrofobiczną ciasnotę dekoracji i kameralny limit osób dramatu Lipstadt zdaje się zapożyczać ze słynniejszego Saturna 3 (1980), samemu wyprzedzając zalew vhs-owych obskur z cyborgami (od Alberta Pyuna po Phillipa J. Rotha) i antycypując współczesną Ex Machinę (2015) Alexa Garlanda. Kulisy realizacji zostały uwiecznione w dokumencie Discovery Channel Special Effects (1984). Możemy podejrzeć powstawanie animowanej poklatkowo czołówki, dowiedzieć się jak wykorzystano skrzynki na mleko do udoskonalenia scenografii, a John Carl Buechler zaprosi do swojego warsztatu. Na półce widzimy wspomniany model głowy Kinskiego. Pośród groźnych, nasrożonych kukieł on jeden spogląda łagodnym, choć nieco zagubionym wzrokiem. Zapowiedź jest obiecująca – Klaus, który koi, zamiast straszyć? Któż nie chciałby tego zobaczyć!

Wongo