logo
270064666_1087037488697312_2599919198266772360_n

Santa Klaus – Niech syczy z bólu ranny wąż! (Venom – reż. Piers Haggard, 1981)

Klausowi tylko raz zdarzyło się zagrać w superprodukcji święcącej box office’owy triumf na skalę światową. Był to Doktor Żywago (1965), gdzie aktor wcielił się w epizodyczną postać anarchisty-zesłańca. David Lean pozostawił Kinskiemu wolną rękę w interpretacji roli, zdając się w zupełności na jego aktorski instynkt. Efekt był koncertowy. Kolejny uśmiech blockbusterowej fortuny zamajaczył na początku lat 80., lecz tym razem Klaus go nie odwzajemnił. Była to propozycja miniaturowej rólki hitlerowskiego majora w Poszukiwaczach Zaginionej Arki. Nasz bohater skwitował scenariusz Lawrence’a Kasdana mianem „kretyńskiego gówna”, w podobnych słowach odniósł się też do przewidzianego honorarium. Odrzucając epizod u Spielberga, Kinski wybiera ofertę rzutkiego producenta Martina Bregmana (m. in. Serpico, 1973 i Scarface, 1983);  dużą i znacznie lepiej płatną rolę w kręconym na terenie Londynu thrillerze Venom, łączącym elementy home invasion, policyjnego procedurala i animal attack. W rezultacie Klaus stworzył jedną z najlepszych kreacji w niezbyt lukratywnej dla jego kariery dekadzie lat 80., do tego w znakomitym, choć chłodno przyjętym obrazie. A przy okazji wypalił kolejną cegiełkę do łobuzerskiej legendy demona planów filmowych.
 
venom2
Trzymająca w napięciu akcja rozgrywa się w dzielnicy luksusowych kamienic podlondyńskiego Eton i oscyluje wokół porwania dla okupu 10-letniego Philipa, syna zamożnego hotelowego managera. W wyniku serii gwałtownych zbiegów okoliczności, kidnaperzy zmuszeni są zabarykadować się wraz z chłopcem w jego kilkupiętrowym apartamencie. Pod podszewką precyzyjnie skonstruowanej intrygi aż kipi od typowo wyspiarskich, klasowych, tudzież narodowych idiosynkrazji. Chłopak pochodzi z świetnej rodziny o kolonialnych tradycjach, a porywacze to zatrudniona tam, zdradziecka służba domowa: pokojówka Louise (Susan George) i szofer Dave (Oliver Reed).  Na domiar złego mózgiem całej operacji jest (nikczemny z definicji) cudzoziemiec. To ścigany przez Interpol międzynarodowy przestępca o ksywie Jacmel (Klaus Kinski), w rzeczywistości noszący nazwisko idealnie syntetyzujące brytyjską odrazę do odwiecznych euro-wrogów – Jacques Muller. Jacmel to kochanek Louise, która w celach werbunkowych wykonywała ruchy niegodne filozofki również z szoferem Dave’em. Tymczasem na zewnątrz policja zakłada blokadę całej ulicy. Zaczyna się przeciąganie negocjacyjnej liny. Bardzo szybko jednak, zarówno porywacze jak i ich ofiary, stają się potencjalnym celem przeciwnika o niebo groźniejszego niż zmasowane siły za oknem.
 
Drugim obok chłopaka zakładnikiem niepatriotycznej szajki zostaje jego dziadek (Sterling Hayden). Słynny ongiś pilot safari i łowca dzikich zwierząt rozbudzał u wnuka przyrodnicze zainteresowania od najmłodszych lat. Dziadziuś właśnie zrobił młodemu prezent zamawiając niejadowitego, afrykańskiego węża domowego jako kolejny okaz do jego domowego zoo. Pech chce, że wskutek feralnej pomyłki wąż afrykański trafia do instytutu toksykologii, a w odebranej przez Philipa skrzyni znajduje się zupełnie inny, zamówiony przez tenże instytut, gatunek. „To najbardziej jadowity wąż świata”  –  tak przerażona toksykolożka dr Stowe (Sarah Miles) zaanonsuje czarną mambę inspektorowi Bullockowi (Nicol Williamson). Nie jest to prawda, mamba ustępuje pod tym względem tajpanom i niektórym kobrom (nie jest też czarna, a szaro-oliwkowa, nazwę zawdzięcza zabarwieniu wnętrza pyska). Niemniej ten przekraczający 4 metry długości wąż jest  jednym z najszybszych na planecie (ponad 20 km/h), niezwykle skoczny (do kilku metrów wzwyż), legendarnie wręcz agresywny, a  przy pojedynczym ukąszeniu wydziela ilość neurotoksyn przekraczającą dawkę śmiertelną dla dorosłego człowieka. Przekonuje się o tym osoba dokonująca unboxingu śmiercionośnej przesyłki, po czym gad natychmiast znika w zakamarkach mieszkania. Będzie przemieszczał się przewodem wentylacyjnym, czyniąc każdy metr kwadratowy posesji strefą skrajnie niebezpieczną. Odtąd wzrost napięcia wykreślony zostaje dwutorowym wektorem o przeciwnych zwrotach. Do krawędzi fotela przygwoździ widza wyczekiwanie momentu kiedy mamba zacznie eliminować złych ludzi (i czy zdąży, zanim pozabijają zakładników), co w równym stopniu obawa, czy wcześniej jej łupem nie padną ci, którym kibicujemy. W filmie wykorzystano żywe mamby, oprócz zbliżeń full kontaktu z ofiarami, gdzie użyto atrapy. Sceny ataków gada udały się wyśmienicie, w dużej mierze dzięki odwadze i zaangażowaniu Davida Balla, naczelnego herpetologa  londyńskiego Zoo (który doczekał się specjalnych podziękowań przed napisami końcowymi). Ciekawostką jest, że wśród filmowych bohaterów drugiego planu pojawia się również specjalista od węży nazwiskiem…  David Ball. Zagrał go weteran hammerowskich horrorów, Michael Gough.
 
unnamed
 Realizacja nie należała do najłatwiejszych także z innych powodów. Pierwszym wyborem reżyserskim był kultowy Tobe Hooper. Autor Teksańskiej Masakry…   po raz pierwszy miał okazję pracować z dużym budżetem oraz taką plejadą utytułowanych, do tego skrajnie chimerycznych gwiazd, co zdawało się go przerastać. Sytuacji nie pomagało pogłębiające się od jakiegoś czasu psychiczne rozchwianie Hoopera, ani jego notoryczne ucieczki w substancje psychoaktywne. Szybko nastąpiło załamanie nerwowe, po którym musiał być hospitalizowany. Zastąpił go doświadczony telewizyjny fachura Piers Haggard, fanom grozy znany doskonale z upiornego Blood on the Satan’s Claw (1970). Na planie iskrzyło przez cały czas, ale gdy dwa tak agresywne i egomaniakalne koguty znajdą się w jednym kurniku, draka murowana. Hubką był Klaus Kinski, a krzesiwem Oliver Reed. Ollie, znany z tęgiej głowy (przepił samego Lee Marvina) i niezliczonych barowych mordobić idol Brytyjczyków, ustawicznie prowokował aroganckiego, wobec wszystkich naokoło, Klausa. Dzień w dzień na planie rozbrzmiewały najbardziej ordynarne bluzgi, gdy na prymitywne zaczepki 43-letniego Anglika, 55-letni Niemiec za każdym razem reagował, jak rozjuszony, nastoletni halbstarke. Piers Haggard wspomina rodzajowy obrazek, kiedy zwalisty Reed wrzeszcząc na całą okolicę „Nazi bastard!!!” literalnie trząsł przyczepą campingową Klausa, z której w odpowiedzi sypały się liczne „english cunts”.  Według Haggarda ich charaktery były jednak zupełnie inne. Jego zdaniem Ollie lubił przerażać i „wkręcać” partnerów z planu, chcąc w ten sposób ich przetestować, znał się jednak na żartach i potrafił być bardzo serdeczny. Kinskiego natomiast określił jako człowieka stuprocentowo zimnego, nie szanującego nikogo (ofiarą jego nieokrzesania padła m.in Sarah Miles) i całkowicie pozbawionego poczucia humoru. Haggard obawiał się też o znanego z wybuchowości Sterlinga Haydena (Asfaltowa Dżungla, 1950), ale ten miał zwyczaj  zapalić coś dobrego przed wejściem na plan i podczas zdjęć zawsze był czarujący i przyjacielski. Za to wzajemna nienawiść Klausa i Olliego  przełożyła się na grę aktorską, co znakomicie  zaprocentowało w kilku scenach.
 
Na koniec nie wypada nie wspomnieć o czymś, na co każdy oglądający Venom pasjonat kina będzie czekał, jak na zbawienie: o konfrontacji czarnej mamby z Klausem! Finałowa scena przechodzi wszelkie oczekiwania, gdy ten  dość wyważony formalnie film, w jednej chwili eksploduje pierwotną furią. Klausowy Jacmel to osobnik o nerwach jak postronki, ale w momencie ataku gada, cała naturalna wściekłość Kinskiego-człowieka uwalnia się na metamorficznym speedzie. W autobiografii aktor często porównywał siebie do wszelkich możliwych żywiołów natury. Kiedy mimo kolejnych ukąszeń walczy z mambą gołymi rękami tłukąc nią o ściany i rozwala sprzęty, miotając się po całym pokoju z wyjściem przez szybę na balkon, faktycznie jest coś na rzeczy. W tej scenie Klaus to już nie pojedynczy żywioł,  to cały ocean Lautreamonta.  Nie zdradzę, do kogo należeć będzie ostatnie słowo w tym pojedynku bestii.

Simply

venom-04(2)