logo
NEK01

Jorg Buttgereit – Nekromantik.

Nekrofilia to dewiacja seksualna polegająca na podejmowaniu obcowania płciowego z osobą zmarłą; nazwa wprowadzona została w XIX wieku. W kinie obecna głównie w obrazach B-klasowych, nie zjednała sobie popularności, będąc nieprzejednanym tabu dla autorów nawet spod znaku kina eksploatacji. Potrzeba było dopiero odwagi Jorga Buttgereita, który najpierw w krótkim metrażu Hot Love zarysował ów temat, pełnie rozwijając go w swoim najbardziej znanym dziele, „Nekromantiku”.

„Wszystko co żywe, ma swój początek w śmierci.”

Robert Schmadtke (Daktari Lorenz) jest pracownikiem Agencji Oczyszczania Miasta Joego (JSA). Jego praca polega na sprzątaniu miejsc po wypadkach samochodowych i zabójstwach. Nie lubiany wśród kolegów z pracy Rob ma niezwykłe hobby – kolekcjonuje, wraz ze swoją dziewczyną Betty (Beatrice M.) fragmenty ludzkich zwłok, które konserwuje w swoim mieszkaniu w słojach z formaliną. Gdy pewnego dnia ma przetransportować ciało zabitego mężczyzny, wpada na pomysł sprawienia prezentu swojej nienasyconej ukochanej – oto gnijące zwłoki przynosi do domu, składa do wspólnego łóżka, rozpoczynając niesamowite pożycie między trojgiem ciał. W przerwach między erotycznymi figlami, kościotrup zawisa na ścianie mieszkania Roberta, tuż obok plakatu nagiej kobiety, jako swoisty stymulant erotycznych doznań pary nekrofilów. Pech chce jednak, że prześladowany przez kolegów Robert traci pracę z powodu swej alienacji. Brak pracy równa się brakowi dostaw świeżych zwłok; to za dużo dla Betty, która zabiera kościotrupa i pewnego dnia opuszcza zaciszny kącik zakochanych, kierując swe kroki ku bogatszemu partnerowi. Robert nie mogąc pogodzić się z samotnością zaczyna coraz bardziej oswajać się z myślami o śmierci. Niezrozumiany przez innych chce w jak najbardziej bolesny sposób rozstać się ze światem.

Pełnometrażowy debiut Joerga Buttgereita to obraz kultowy w pełnym tego słowa znaczeniu. Tuż po premierze wywołał obyczajowy skandal, zyskując status dzieła zakazanego w większości krajów do których trafiał oraz miano najbardziej chorego, groteskowego i jednocześnie rewolucyjnego horroru wszech czasów. Trudno było jednak spodziewać się innej reakcji widzów, recenzentów, a przede wszystkim strażników moralności. Film łamie wszelkie możliwe tabu związane ze śmiercią, każąc widzowi wpatrywać się w zwłoki, czyniąc to w sposób beznamiętny, zwracając uwagę na ukazanie scen agonii (niepotrzebne sceny patroszenia królika, mające w zamierzeniu zrównać rzeczywistość filmową ze scenami z prawdziwego życia). Obserwując kolejne próby głównego bohatera, pomagające mu zbliżyć się do upragnionego końca, widz nie jest w stanie utożsamić się z nim, nawet mimo prób subiektywizacji narracji oraz pewnego rodzaju współczucia okazywanego przez reżysera tej postaci. Zostawiony przez kochankę na rzecz zwłok, całkowicie osamotniony ze swoimi ponurymi myślami, nie jest w stanie powrócić do normalnej życiowej aktywności (choć czy takową osiągnął nie jesteśmy w stanie stwierdzić). Wyzwoleniem dla niego może być tylko śmierć. W krwawym finale reżyser nie pozostawia nam żadnych złudzeń – o ile pierwsze uniesienia związane z bliskością śmierci mogły być w pewien sposób odbierane jako romantyczne, o tyle sama śmierć takowa nie jest – to pełen krwi i innych płynów ustrojowych odpychający spektakl, z którym nigdy nie będziemy w stanie się oswoić. Choć dziś, 27 lat po premierze, współczesny widz widział na ekranie swojego telewizora gorsze rzeczy, debiut Buttgereita powoduje jednak nadal obrzydzenie wśród publiczności, pozostając niechcianym, bękarcim wyrzutkiem kina.

Sam reżyser mówiąc o kulisach powstawania debiutu wyraźnie zaznacza, iż finałową sceną chciał ukazać relację między życiem, śmiercią a seksualnym momentem uniesienia:
„[…]wraz z Franzem Rodenkirchenem (współscenarzystą obrazu – przyp.haku) rozmawialiśmy o związku między życiem, śmiercią a miłością. Orgazm jako forma ekscytacji równa momentowi śmierci – czy to podobne uniesienie? Idea osoby przeżywającej swoją śmierć w formie radosnej, z samobójstwem rozumianym jako pozytywna rzecz, była dla nas bardzo kusząca”. […]

Rozpatrywany w ten sposób „Nekromantik” można podzielić na dwie części – pierwszą, gdzie poznajemy główną parę bohaterów – nieśmiałego, zamkniętego w sobie Roba i ekstrawertyczną, pewną siebie Betty, której związek z chłopakiem jest spowodowany jedynie perwersyjną przyjemnością, jaką czerpie z widoku i bliskości zwłok. Obserwujemy codzienne zmagania Roba, polegające na czyszczeniu miejsc wypadków, brak bliższych znajomości z kolegami, nieumiejętność wyjścia z pancerza dziwaka – samotnika. Na jego twarzy nie gości nigdy uśmiech, nie odczuwa on żadnych przyjemności – to typowy przedstawiciel klasy robotniczej, wieczorami oddający się swojemu hobby, które sprawia, że odżywa. Druga część obrazu, rozpoczyna się odejściem Betty – Rob popada w depresję spowodowaną brakiem ukochanej, która kończy się w tragiczny sposób. Główny bohater snuje się po mieście, nie mogąc poradzić sobie z odrzuceniem i samotnością. Przypadkowa wizyta w kinie, na seansie krwawego slashera, tylko pogłębia jego stan. Oddając się w objęcia prostytutki, ma już wyraźnie zarysowany plan działania, w którym jej śmierć jest tylko początkiem jego planu. Finałowe sceny są nieuchronnym następstwem działań bohatera. Obrzydliwe (niestety wykonane dość nieudolnie) zakończenie obrazu pozostawia w widzu duży niesmak, jednocześnie zostawiając ostatnią sceną otwartą furtkę do realizacji sequela.

Co, po prawie 30 lat od powstania filmu, pozostało dziś? Sama tematyka dawno przestała być zakazana, tak, jak i sposób jej ukazania – w kinie amerykańskim mamy np. Freda Vogela, który w swoich obrazach z serii „August Underground” posunął się jeszcze dalej w kwestii ukazywania śmierci w kinie undergroundowym. Na pewno współczesnego widza razić będzie słaby montaż, jak i surowość samego obrazu. Minimalistyczna, fortepianowa muzyka przetrwała próbę czasu, choć udźwiękowienie również pozostawia wiele do życzenia. Musimy mieć jednak świadomość, iż mamy do czynienia z filmem, który zasadniczo nie posiadał żadnego budżetu. Sposób odczytania obrazu wydaje się również inny niż kiedyś – teraz przedstawia się go jako „przewrotną i makabryczną fantazję, pozbawioną odniesień do rzeczywistości” (Piotr Sawicki „Odrażające, brudne, złe.100 filmów gore” 2011 Wyd. YOHEI), czy „chory, seksualny żart, będący ostateczną obroną najczarniejszych snów twórców horroru, będących katartyczną terapią dla artysty i widza” (Bryant Frazer w swoje recenzji obrazu zamieszczonej na oficjalnej stronie reżysera http://joergbuttgereit.com/). Tak czy owak każdy z nas powinien sam zadecydować, czy jest sens doszukiwać się w tym obrazie drugiego dna.

haku

Plakat autorstwa lupusa z lupusartzzz.blogspot.com