logo
Prisoner Carton.indd

The Prisoner – Patrick McGoohan

Czy się to komuś podoba, czy nie – żyjemy w czasach seriali: „Breaking Bad”, „Dexter”, „Homeland”, „Downtown Abbey”, „Lost” i setki innych; lepsze lub gorsze, z mniej lub bardziej zawiłą intrygą, co tydzień zostawiają nas w stanie swoistego zawieszenia, oczekujących na dalszy ciąg zwykle nierozwiązanych aż do ostatnich odcinków fabuł. Doszło nawet do dosyć kuriozalnej sytuacji, w której jeden z najlepszych współczesnych aktorów pisze list pełen uwielbienia do gwiazdy jednego z tych show. Możemy sobie jedynie wyobrażać, ile listów dostał Patrick McGoohan po emisji ostatniego odcinka projektu jego życia – serialu telewizyjnego „The Prisoner”. Zapewne nieliczne z nich zawierały pochwały – serial, początkowo uwielbiany, stał się dla wielu widzów niezrozumiałym po dosyć enigmatycznym zakończeniu – McGoohan bał się linczu, na dwa tygodnie zaszywając się z dala od świata w szkockich górach. To tylko dowodzi wielkich emocji, jakie od zawsze budziły seriale w widzach – od gospodyń domowych do wysmakowanych koneserów kina, doszukujących się wszędzie drugiego dna. „The Prisoner” odcinek po odcinku postawił podwaliny pod współczesne seriale telewizyjne, stając się niejako prekursorem sposobu ich opowiadania – jego schemat fabularny po dziś dzień jest widoczny w większości najlepszych serii.

Urodzony w 1928 roku w Nowym Jorku McGoohan wyjechał po kilku latach z rodzicami do Irlandii, gdzie familia osiadła na stałe. Młody Patrick imał się różnych zawodów: był bokserem, pracował na kurzej farmie, w fabryce, w banku, jako taksówkarz, czy w końcu w teatrze w Sheffield, gdzie mieszał. Aktorem stał się z przypadku – w teatrze w którym pracował zastąpił w ostatniej chwili chorego aktora. Z czasem zauważono w nim naturalny talent aktorski oraz charyzmę, która w połączeniu z nieodpartym urokiem stworzyła z niego aktora wyrazistego, charakterystycznego. Po kolejnych sukcesach na deskach teatru, po McGoohana upomniała się telewizja, w osobie Lew Grade’a, szefa ITC Entertainment, jednej z najważniejszych postaci brytyjskiej rozrywki XX wieku, oferując mu główną rolę w szpiegowskiej serii „The Danger Man”, prapoczątku omawianego dziś przeze mnie serialu. McGoohan wcielił się w rolę tajnego agenta Johna Drake’a uczestniczącego w przeróżnych akcjach wywiadu brytyjskiego. W odróżnieniu od przygód Jamesa Bonda, seria została napisana w poważniejszym tonie, bliższym ówczesnemu napięciu towarzyszącemu zimnej wojnie. Pierwsza seria przepadła, jednak już druga stała się wielkim sukcesem, czyniąc z McGoohana gwiazdę pierwszej wielkości. To był zaczątek pomysłu aktora nad stworzeniem od początku do końca własnego dzieła, w którym mógłby wypowiedzieć się nie tylko aktorsko, ale i na innych polach w temacie wolności człowieka, jego uległości względem społeczeństwa i przyjętych zasad. Podczas realizacji jednego z odcinków przygód Drake’a, który rozgrywał się w małej wiosce w północnej Walii o nazwie Portmeirion, zaczął zastanawiać się nad sytuacją, w której jego bohater zostałby uwięziony w tego typu miejscu, celem uciszenia i wyciągnięcia ważnych informacji. Pomysł przedstawił Lew Grade’owi, zastrzegając sobie wyłączność w decydowaniu o tym, jak przebiegnie on pod względem fabularnym. McGoohan chciał początkowo nakręcić 7 odcinków tworzących zamknięta całość – Lew Grade myślał o 24 – stanęło na 17-tu. Tak powstał pomysł „The Prisoner”.

 

prisoner4

 

Czołówka serialu była niezmienna (z małymi wyjątkami w kilku odcinkach) – oto widzimy tajemniczego mężczyznę (zwanego z racji braku imienia The Man), który w swoim Lotusie 7 przyjeżdża do biura organizacji w której pracuje, składając rezygnację z oferowanych przez siebie usług. Chwilę później, już we własnym mieszkaniu, zostaje odurzony i uprowadzony przez równie tajemniczych ludzi, przebudzając się w nadmorskiej Wiosce – miejscu, z którego nie ma ucieczki, zasiedlonym przedziwnymi postaciami, pragnącymi wydobyć z niego informację – dlaczego zrezygnował z pracy; w Wiosce zostaje nadany mu numer 6 – w ten sposób przebiega komunikacja między mieszkańcami – strażnikami i więźniami – każdy z nich ma nadany własny numer. Od pierwszego odcinka dajemy się wciągnąć w nieco fantastyczną fabułę, zaś sam serial z biegiem odcinków staje się coraz bardziej alegoryczny i naszpikowany symboliką. W końcówce zaś, nie dając prostych odpowiedzi staje się wyraźnie nakreśloną wypowiedzią artystyczną McGoohana – producenta, scenarzysty, aktora i reżysera kilku odcinków. To jego wizja, to jego świat zbudowany od podstaw – „Wioska to miejsce w którym próbuje się zniszczyć ludzką indywidualność w każdy możliwy sposób; złamać w człowieku ducha, sprawić, by zaakceptował to kim inni chcą by był – na zawsze. W końcu jednak pojawia się w niej ktoś, kto nie daje się złamać.” – tak mówił o swoim pomyśle po latach.

W kolejnych odcinkach widzimy więc próby złamania Numeru 6 szeregiem podstępnych sposobów – niektóre z nich to znane z innych filmów metody szpiegowskie; inne zaś to dosyć oryginalne pomysły McGoohana i grupy scenarzystów, których zatrudnił do realizacji swojej wizji. Nad terenem pieczę sprawuje Numer 2, składający raporty enigmatycznemu, nieznanemu numerowi 1 – pomysłodawcy Wioski. Po przebudzeniu w Wiosce nasz bohater od razu stara się znaleźć z niej wyjście, ucieczkę, która jednak okazuje się niełatwym zadaniem: Wioska otoczona jest z jednej strony masywem górskim, z drugiej morzem; jej mieszkańcy są monitorowani i inwigilowani przez całą dobę systemem kamer i podsłuchów. W razie, gdy któryś z nich przechytrzy ten system, może spotkać się z Roverem – balonem meteorologicznym, który ściga każdego uciekiniera, fundując mu marny koniec. To świat z koszmaru, z którego nie da się przebudzić – miejsce, gdzie krok po kroku, „by hook or by crook”, by zacytować znamienne słowa Numeru 2, niszczy się ludzką wolę, indywidualność, po to, by spokojnie móc zaszeregować potem daną jednostkę w tryb pracy dla wspólnego dobra – infiltrowania i szpiegowania kolejnych mieszkańców. W roli Numeru 2 za każdym razem występuje inny aktor/aktorka – niektórzy kilkukrotnie – mający za zadanie rozpracowanie i wydobycie najważniejszej informacji z numeru 2: Dlaczego zrezygnowałeś?

Wchodząc w obszar interpretacyjny „The Prisoner” bardzo łatwo wpaść w pułapkę, zastawioną przez McGoohana – o ile możemy poskładać fakty w całość i odpowiedzieć na pytanie z poprzedniego akapitu, o tyle tożsamość Numeru 1 – „właściciela”, stojącego za wszystkim, niczym Bóg kierującego marionetkami poprzez polecenia telefoniczne, pozostaje nieznana. „Who is number one?” – pyta aktor w czołówce każdego odcinka, nie dostając odpowiedzi. Nie dostaną jej na tacy również widzowie – co jakiś czas pojawiają się na forach dyskusyjnych kolejne teorie na ten temat – dowód na uniwersalność fabuły i świetnie dopracowanego zakończenia… Czy faktycznie? Mając na względzie to, że ostatni, decydujący odcinek McGoohan napisał w tydzień, dopisując intrygę do poprzedniej części, można mieć co do tego wątpliwości. Zakończenie serialu podzieliło widzów – obiektywnie trzeba zaznaczyć że ostatni odcinek jest wspaniałym podsumowaniem całej serii, na tyle jednak otwartym, pełnym przedziwnych skojarzeń, symboliki, angielskich rymowanek nursery rhymes i jeden McGoohan wie czego jeszcze, że pozostaje po dziś dzień jednym z najdziwniejszych zakończeń seriali telewizyjnych (osobiście miałem przyjemność przetłumaczyć dwa ostatnie odcinki – pod względem językowym rzecz po prostu znakomita, pełna odniesień do literatury i muzyki).

 

maxresdefault

 

Wizja McGoohana pozostaje po dzień dzisiejszy alegorycznym obrazem rzeczywistości, w której żyjemy – wizja świata jako wielkiej, globalnej Wioski, zamieszkiwanej przez dwie grupy: więźniów i strażników, rządzonej przez niewidzialnego, wydającego rozkazy, pociągającego za wszystkie sznurki Numeru 1; przy skomplikowanym systemie powiązań można by założyć, że taka osoba nie istnieje. McGoohan, pisząc scenariusz w okresie Zimnej Wojny pokazywał widzom, że w dzisiejszych czasach nie można ufać komukolwiek; największy przyjaciel może okazać się wrogiem, zmieniając nasze życie w koszmar bez wyjścia. „The Prisoner” to także wyjątkowy pokaz mniej lub bardziej możliwych do zaistnienia technik szpiegowskich – ich przegląd mamy w każdym odcinku.

Jak już pisałem, Wioska dzieli się na więźniów, oraz strażników – wyjątkiem tutaj jest postać karła – lokaja, grana przez Angelo Muscata, oraz postać Nadzorcy (w tej roli Peter Swanwick ). Karzeł jest postacią będącą „po środku” – symbolizuje to jego czarno – biały parasol, nawiązujący do dwóch sił zamieszkujących Wioskę. Symboliki znajdziemy tutaj co niemiara, choćby w plakietkach z numerem identyfikacyjnym mieszkańców – jest na nich bicykl, symbolizujący stary ład i porządek, ironicznie komentujący progres technologiczny, dzięki któremu możliwe są przeróżne techniki śledzenia, nie pomagające jednak w złamaniu głównego bohatera. Codzienne pozdrowienie mieszkańców – „be seeing you” – nawiązuje wyraźnie do Orwellowskiej rzeczywistości w jakiej się znajdują, po latach weszło do języka potocznego w Wielkiej Brytanii. Sam serial stał się niewyczerpanym źródłem inspiracji, odniesień i nawiązań:

- wokalista Iron Maiden, Bruce Dickinson jest wielkim fanem serii: dał temu upust w tekstach utworów The Prisoner, Back in the Village, oraz w swej solowej twórczości,
- znakomity słoweńsko – włoski projekt Devil Doll pod wodzą enigmatycznego Mr Doctora nagrał płytę w całości poświęconą serialowi, tytułując ją nazwą jednego z odcinków serii – „The Girl Who Was Death”, zaś poszczególne części dzieła, trwającego 66 minut i 6 sekund, nazywając tytułami kolejnych odcinków,
- w całej masie filmów przeróżnych gatunków filmowych widać odniesienia do serii – wystarczy wspomnieć „Truman Show”, „Watchmen”, odcinki „Dr Who”, „Lost”, agenta Smitha oglądającego przez moment jeden z odcinków „The Prisoner” w „Matrixie”, czy nawet „Shreka” – to tylko najpopularniejsze z nawiązań.

Na koniec należy wspomnieć o McGoohanie i jego wybitnym występie – momentami bliskiemu manierze aktorskiej Rogera Moore’a z serialu „The Saint” (którą to rolę wcześniej proponowano właśnie McGoohanowi); Numer 6 w jego wykonaniu to agent bardzo w stylo bondowskim – szarmancki, precyzyjny, profesjonalny agent wywiadu, skuteczny i konsekwentny w działaniu – wszystko to z nienaganną dykcją angielskiego dżentelmena. Rola ta stała się dla niego zarówno wielkim sukcesem, jak i przekleństwem; mimo całkiem niezłych późniejszych roli, choćby w „Ice Station: Zebra”, czy w „Braveheart”, świat zapamiętał go jako Więźnia.

Na koniec zapraszam do zobaczenia wspaniałej czołówki, a tym, którzy nie mieli jeszcze okazji zobaczyć „The Prisoner”, gorąco go polecam. Nie powinniście się zawieść.

- Gdzie jestem?
- W Wiosce
- Czego chcesz?
- Informacji.
- Po czyjej jesteś stronie?
- To zależy. Chcemy informacji…informacji…informacji!
- Nie dostaniecie ich!
- Wszelkimi sposobami… zdobędziemy je.
- Kim jesteś?
- Numerem Dwa.
- Kto jest Numerem Jeden?
- Ty Jesteś Numerem Szóstym.
- Nie jestem Numerem, jestem wolnym człowiekiem!

haku

Źródła zdjęć: thefeed.com.au, tvisual.org, youtube.com